Koń uczy się zawsze

Zdjęcie do koń uczy się zawsze

Fot. Olga Drzymała

Prawie każdy, kto postanawia zrealizować marzenie o tym żeby jeździć konno, trafia na początek do szkółki jeździeckiej. Późniejsze losy jeźdźców są różne. Niektórzy prędzej czy później rezygnują z tej aktywności fizycznej, ponieważ jeździectwo okazuje się jednak nie być pasją wartą zaangażowania. Rezygnują, bo często rzeczywistość jeździecka mocno odbiega od wcześniejszych wyobrażeń o tym sporcie i wiedzy zaczerpniętej z filmów i książek. Część jeźdźców korzysta z ofert różnych ośrodków jeździeckich i całe jeździeckie życie spędza na grzbietach koni udostępnianych przez te ośrodki. Wielu jeźdźców decyduje się jednak w końcu na kupno własnego konia. Droga szkolenia jeździeckiego, a potem pasji jeździeckiej wszystkich tych jeźdźców, przebiega w większości przypadków w przekonaniu, że oni się uczą jeździć konno a koń ten czy inny już „umie”. Nie wiedzą co „umieale umie. Po jakimś czasie to przekonanie nieco ewoluuje i jeźdźcy są pewni, że oni już też „umieją. O koniu, jako uczącej się istocie, zaczynają myśleć tylko ci jeźdźcy, którzy postanowili kupić wierzchowca młodego albo ci, którzy chcieliby nauczyć swojego podopiecznego wyższych figur ujeżdżeniowych. Niewielu z jeźdźców jest w stanie uświadomić sobie, że koń uczy się zawsze do końca swojej drogi jako zwierzę służące człowiekowi. Musicie zdać sobie sprawę, że uczycie konia nawet wówczas, gdy nie macie takiego zamiaru. Uczycie nawet wówczas, gdy nie macie świadomości tego, że jesteście swego rodzaju nauczycielami dla swoich podopiecznych.

Wsiadając na konia, uczycie go chcąc albo nie chcąc, że można z wami podczas pracy rozmawiać albo uczycie, że jesteście osobami, które tylko i wyłącznie wydają polecenia. Wydają je i żądają ich wykonania bez względu na wszystko. Żądając – jeździec uczy konia, a może raczej prowokuje do buntu albo do bezmyślnego i automatycznego wykonywania poleceń. Wsiadając na grzbiet końskiego partnera uczycie tego, że potraficie go słuchać ze zrozumieniem albo uczycie, że nie potraficie słuchać i jesteście głusi na jego „sugestie” i „argumenty”. Uczycie wierzchowca, że potraficie być tylko biernym pasażerem w związku z tym, musi on sobie radzić sam z problemami albo uczycie, że wasza wiedza na temat biomechaniki koni jest duża i poprowadzicie zwierzę jak fachowy trener swojego podopiecznego sportowca. Musicie bowiem zdać sobie sprawę, że każdy koń wożący człowieka na grzbiecie jest sportowcem. Nawet te wierzchowce, które rekreacyjnie („lajcikowo”) wożą was w teren są sportowcami. Dla konia wożenie pasażera na plecach jest tak dużym wysiłkiem, że każde z tych wierzchowych zwierząt zostaje sportowcem mimo woli. Tylko od was zależy czy ten sportowy wysiłek sprawi zwierzęciu przyjemność i przyniesie zdrowotne korzyści czy doprowadzi jego ciało i psychikę do ruiny.

Wielu jeźdźców wsiadając na grzbiet konia zdaje sobie sprawę z roli jaką przyjmuje – z roli szkoleniowca. Jeźdźcy ci nieustannie uczą się tego, jak rozumieć podopiecznego i jak w zrozumiały sposób przekazywać mu informacje. Według mnie, jednak takich świadomych jeźdźców jest zbyt mało. W większości, miłośnicy podróżowania w siodle pełnią rolę biernego balastu na plecach jucznego zwierzęcia i są nieświadomi swojej edukacyjnej roli.

Ci nieświadomi jeźdźcy nie zdają sobie sprawy z tego, że niestety intuicja nie podpowiada koniom jak ustawiać ciało, rozluźniać mięśnie i równoważyć ciało pod jeźdźcem. Intuicja podpowiada im takie zachowania i reakcje ciałem na balast na plecach, które czynią ciało spiętym i sztywnym. Nie reagując na te nieprawidłowe odruchy, uczycie podopiecznego, że może pracować w złym ustawieniu i z brakiem równowagi. I nie dotyczy to tylko młodych koni. Przejmując konia zajeżdżonego i nawet jeżdżonego przez dłuższy czas, również uczycie go prawidłowych i nieprawidłowych zachowań. Jeździec poprzez zaniechanie świadomej pracy z koniem, może nauczyć fatalnej pracy zwierzę, które do tej pory pracowało prawidłowo – pracowało prowadzone przez innego jeźdźca.

Na czym polega ta wasza niechcąca nauka? Przyjrzyjmy się najpierw obsłudze konia. Na przykład ustawiając konia w „stanowisku, w którym przygotowujecie go do pracy przepychacie konia, żeby przesunął zad i rezygnujecie, gdy nie ma efektu i prawidłowej reakcji konia. Już przy tak prostej czynności uczycie go wielu rzeczy. Uczycie, że może nie wykonać polecenia, bo wy nie jesteście konsekwentni w dążeniu do wyegzekwowania reakcji na polecenie. Uczycie, że nie jesteście konsekwentni, cierpliwi i uparci w dążeniu do porozumienia z podopiecznym. Uczycie wierzchowca, że może zapierać się w reakcji na dotyk człowieka i napinać mięśnie. Uczycie go, że może nie wysilać się, żeby zrozumieć o co prosi opiekun. Uczycie go, że nie potraficie wytłumaczyć mu prośby inaczej niż przez użycie siły. Uczycie odwzajemnić siłę siłą. Uczycie, że nie jesteście kreatywni w szukaniu porozumienia z wierzchowcem, w związku z tym on też nie musi być kreatywny.

Tak prosta rzecz jak zapinanie popręgu – prawie wszystkie konie nadymają się i napinają przy tej czynności dlaczego? Ponieważ to wy jeźdźcy uczycie tego swoich podopiecznych. Koń przygotowywany do treningu jest często wyciągany prosto z boksu – zastany, nierozgrzany i sztywny. Przy takim zimnym” ciele, od razu po założeniu siodła zaciągacie maksymalnie popręg. Reakcja konia może być tylko jedna – przeciwstawia się sile zaciskającego popręgu i się napina. Żaden z moich podopiecznych koni nie nadyma się przy zapinaniu popręgu, bo zawsze zapinam go luźno i delikatnie podpinam o kolejną dziurkę dopiero, gdy koń pokona trasę ze stajni na plac treningowy. Często zanim wsiądę oprowadzam konia parę kółek i dopiero wówczas dopinam popręg tak, by móc wsiąść.

A podawanie kopyt do czyszczenia? Siłując się z koniem i odrywając mu nogę od ziemi uczycie go, że właśnie na tą nogę ma przerzucić cały ciężar. Używając siły uczycie podopiecznego, żeby siłą skontrował wasze zabiegi. Uczycie go, by nie podawał nóg tylko czekał aż człowiek mu je podniesie, a to prowokuje zwierzę do kontrreakcji. Uczycie konia opierać się o was całym ciężarem, ponieważ przy podrywaniu jego nóg napieracie na jego łopatki czy biodra całym ciężarem swojego ciała. Uczycie podopiecznego, że nie macie pojęcia jak w zrozumiały sposób wytłumaczyć mu, żeby podał kopyta do czyszczenia sam. Często postępujecie tak, bo inni też tak z danym koniem postępowali i „chwyta was niesamowite zdziwienie”, że koń w którymś momencie nie chce w ogóle podać nogi albo ją wyrywa a nawet się odkopuje. Postępując jak inni – pracując siłowo, utwierdzacie w koniu złe nawyki a nawet namawiacie na ich wzmacnianie.

Podczas jazdy, gdy wierzchowce pracujące pod wami wiszą wam na wodzach albo zadzierają głowę, pędzą, albo się wloką, ścinają zakręty albo w ogóle nie chcą wykręcać w jedną ze stron – wówczas uczycie je, że tak można, że tak jest dobrze. Uczycie, że nie macie pojęcia jak zniwelować błędy – uczycie, że nie rozumiecie z czego te błędy wynikają, więc wierzchowiec może je powielać podczas każdej wspólnej pracy. Uczycie konia, że będziecie podtrzymywać wodzami jego wiszącą głowę, szyję a nieraz i cały przód ciała. Ponieważ nie potraficie przekazać informacji, prośby i plecenia mówiącego, że „nie wolno wisieć, że podopieczny powinien sam nieść ciężar swojej szyi i głowy. Te obciążone z jednej i zaciągane z drugiej strony wodze nie są w stanie zwolnić samowolnego i nadmiernego tempa biegu konia. Uczycie więc konia, że może tempo chodów regulować samowolnie. Uczycie, bo nie chce wam się zrozumieć przyczyny tego nadmiernego rozpędzania się konia ani nie chce się wam zrozumieć, że wodze nie powinny być hamulcem. Nie chce wam się zrozumieć, że o wyregulowanie tempa trzeba umieć wierzchowca poprosić i to wcale nie poprzez wodze.

Uczycie konia, że jest sprzętem sportowym, bo nie obchodzi was, że nosi was na grzbiecie mając źle ustawione ciało, spięte mięśnie i usztywnione stawy. Z drugiej strony oczekujecie od podopiecznych bezwzględnego posłuszeństwa. Powinniście sobie jednak uświadomić, że źle ustawione ciało, spięte mięśnie i usztywnione stawy są przyczyną nieposłuszeństwa” konia. To są przyczyny nie reagowania zwierzęcia na sygnały nakazujące jazdę w którąś ze stron, wypadania łopatką na zewnątrz łuku albo ścinania zakrętu. Czekając z nadzieją, że może na następnej jeździe będzie lepiej i samo się naprawi” uczycie konia, że ma nadal pracować powykrzywiany i spięty każda kolejna wasza jazda koduje jeszcze mocniej błędy zwierzęcia.

Każda z osób biernie siedząca w siodle, która nie umie świadomie poprowadzić konia, która nie zdobywa wiedzy na temat jego biomechaniki, uczy go kombinowania. Bo to co jeźdźcy nazywają kombinowaniem podczas wożenia jeźdźca jest po prostu radzeniem sobie konia z niedogodnościami ustawienia ciała, radzenia sobie z brakiem równowagi, z bolesnością wynikającą ze spięcia mięśni i usztywnienia stawów. Uczycie konia jak uchronić się przed pracą jeżeli czuje ból albo pracować tak, by ten ból zminimalizować.

Powiązane posty: „Zdobywanie wiedzy”

Olga Drzymała

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję.

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Koń uczy się zawsze

  1. hubbadubbadubba

    Już miałem napisac w nieco oburzonym komentarzu, że łatwo pisać w kółko”nie chce wam się” i co w takim razie ma począć taki początkujący jeździec, skoro nie potrafi czytać konia i w sumie to ledwo radzi sobie z własnym ciałem.
    Za nim jednak doczytałem do ostatniej kropki w Twoim tekście dotarło do mnie że to jest właśnie prowokacja do tego żeby zdobywać wiedzę i nie pozwolić sobie na bycie pasażerem.

    Polubienie

    1. Tak, masz rację! Prowokuję czasami moimi wpisami. Prowokuję do szukania wiedzy ale równocześnie podpowiadam jakiej wiedzy szukać. I cieszę się, że Ciebie sprowokowałam – takie przynajmniej mam wrażenie. Początkujący jeździec nie ma łatwo, bo wiedza przekazywana w szkółkach jeździeckich jest żałosna. Wiedza ze szkółek nie jest nawet wiedzą jeździecką – jest jej namiastką. Ale to nie tylko kwestia marnej i niedouczonej kadry szkoleniowej ale też i tego, że uczącym się adeptom taka wiedza wystarczy. A wystarczy – bo nie wiedzą, że to namiastka. Mam nadzieje, że moje prowokacyjne wpisy uaktywnią uczących się jeźdźców i zaczną oni zadawać pytania instruktorom. Zaczną też oczekiwać od nich kompetentnych, zrozumiałych i pełnych fachowej wiedzy odpowiedzi. Jaki popyt – taka podaż. Jeżeli adepci sztuki jeździeckiej będą świadomi tego jaką powinni otrzymać wiedzę od instruktorów i trenerów, to poziom wiedzy kadry instruktorskiej będzie musiał zmieniać się na lepsze.

      Polubione przez 1 osoba

      1. (Tam wyżej to ja, zaktualizowałem swój profil)
        Prowokujesz, ale muszę powiedzieć, że lektura Twoich tekstów nie jest łatwa i wymaga dystansu i zastanowienia. Ja w pierwszej chwili odniosłem wrażenie, że wszyscy jeźdźcy krzywdzą konie. No ale jak się już zaczyta i zastanowi, to dociera ta wymagająca prowokacja do wymagania od siebie (i innych)

        Polubienie

      2. Parę osób też zwróciło uwagę, że lektura moich postów jest trudna. Nie może być łatwa, bo jeździectwo – świadome i mądre jeździectwo – jest trudną sztuką. Takie jeździectwo, jak i moje posty, są dla ludzi inteligentnych i tak jak napisałeś, umiejących się dystansować i zastanowić. Świadome jeździectwo jest dla ludzi, którzy potrafią odciąć się od powszechnego jeździectwa czyli wożenia się na koniach. A uwierz mi – nie jest to łatwe. Moimi wpisami prowokuję jeźdźców do zastanowienia się nad swoimi relacjami z podopiecznymi. Naprawdę czasami wystarczy wyobrazić sobie, że prowadzisz w tańcu jakąś partnerkę, tak jak prowadzisz konia. Czy taka relacja byłaby tańcem przyjemnym dla obu partnerów? Nie jest łatwo prowadzić w ten sposób konia ale nie jest to niemożliwe. Powinno też być celem każdego jeźdźca. Dążąc do takiego celu człowiek zaczyna mieć zupełnie inne podejście do koni i pracy z nimi. Dążąc do takiego celu zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, jakie działania krzywdzą konie. Jeżeli jeździec nie dąży do takiego celu, to według mnie krzywdzi konie. Wczoraj miałam nieszczęście obserwować konia, który całe swoje życie pracował spięty pod jeźdźcem. Ma lat 18. Nie chciał wyjść z boksu. Ma opuchnięte wszystkie cztery nogi i nawet ciało. Kuleje na wszystkie cztery nogi. Reakcji opiekuna nie ma…..o przepraszam jest: stwierdził, że pewnie winny jest kowal, który za mocno ściął kopyta. Tylko, że kowal korygował kopyta 6 tygodni temu. Koń nie otrzymuje pomocy ze strony jeźdźca nawet w postaci wizyty lekarza weterynarii. W tym samym dniu widziałam też pracę jeźdźców na trzech kulejących koniach w tym młodziutkiej klaczki, która dopiero zaczyna służyć człowiekowi. Dlaczego te konie kuleją? Bo są sztywne i obolałe. Dlaczego jeźdźcy na nich jeżdżą? Bo nie widzą tych spięć i kulawizn albo nie chcą widzieć. I takich widoków doświadczam prawie codziennie! Dlatego moje posty piszę też w ten sposób, że można odnieść wrażenie, że dla mnie wszyscy jeźdźcy krzywdzą konie.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s