Stajenne wspomnienia

Barbus i Kama wrzesień 2017 (3)

Fot. Kama Kin

Witam !!!

Czy wyobrażaliście sobie kiedyś jak wyglądałaby Wasza stajnia? Jeśli tak, to z pewnością byliście, bądź jesteście jeźdźcami, trenerami lub pomocnikami w stajni, ponieważ w odniesieniu do poznanej sytuacji buduje się swoje wyobrażenie…

Chciałam opisać Wam wyobrażenie o swojej stajni, którą zbudowałabym w oparciu o wiedzę, którą posiadłam, przebywając w stajniach i rozmawiając z jeźdźcami. Nie będzie to jednak spokojna bajka na dobranoc, ale pozostawi Was pełnych przemyśleń, pytań i mam nadzieję zachęci do konstruktywnej dyskusji.

Zaczynając wspomnienia, podzieliłam właścicieli stajni, którzy czasem są również trenerami na dwie grupy- pierwsza to ci, którzy zawsze chcieli mieć konia, kochają te zwierzęta i świadomie nie chcieliby zrobić im krzywdy. Trzymają koniki przed domem, lub otwierają stajnie i jest ona dla nich jedynym źródłem szczęścia i dochodu. W śród tych osób, znaleźć można również mała podgrupę:

ludzie, którzy również „siedzą po uszy w koniach” i one są dla nich źródłem zarobku, jednak nie traktują ich po przyjacielsku. Wyciskają z nich siły, jak sok z cytryny, a te, które są zbyt zamęczone pracą, wymieniają szybciej niż żarówki w lampach.

Druga grupa, to właściciele stajni, którzy trzymają konie jako „dodatek” np. jako dodatkową rozrywkę dla mieszkańców swoich domków letniskowych czy hoteli. Zatrudniają oni trenera z papierami, aby w razie wypadku zabezpieczyć się i udowodnić, że jazdy prowadziła osoba do tego uprawniona. jednak rzeczywistych umiejętności owego instruktora za bardzo nie sprawdzają. Jeśli klient jest zadowolony to znaczy ze wszystko ok. Można też, znaleźć tu ludzi, którzy po prostu poczuli nagle chęć hodowania koni czy to pod wpływem mody, czy też chęci pokazania, że mam konie. Ewentualnie z chęci całkowitej zmiany życia.

Ci ludzie zazwyczaj nie posiadają odpowiednio dużej wiedzy i doświadczenia w obchodzeniu się z wierzchowcami i często popełniają karygodne błędy. Znam historię, niestety prawdziwą, w której małżeństwo lekarzy postanowiło zmienić całkowicie swoje życie i zająć się hodowlą koni. Zakładając kraty w boksach, zastosowali złą szerokość między nimi i któregoś ranka zastali w stajni martwego konia, z głową zaklinowaną między kratami……Oddalam od siebie tę historię, ale ona wraca co jakiś czas jak bumerang. Zapewne będzie mi ona towarzyszyć do końca życia.

A jak wyglądały stajnie, w których uczyłam się jeździć? Pierwsze kroki stawiałam w stajni, która należała do pierwszej grupy, Właścicielka kochała swoje konie, konie stały w stajni bez krat, przez co mogły poskubać się po grzbietach, powąchać, podkraść sianka czy nawet niegroźnie się pokłócić. Konie potrzebują takiego kontaktu – nie wie o tym ten, kto cały czas ogląda „okratowane” konie. Konie były dobrze odżywione, dostawały dobrą paszę i witaminy, miały zadbane kopytka, posiadały również czyste boksy i wychodziły często na pastwiska. Właścicielka czuwała nad tym, aby konie się nie przepracowywały, miały też w tygodniu jeden dzień wolnego od pracy. Stajnia byłaby bliska ideału, gdyby nie jedna „rysa” – właścicielka i trenerka w jednym starała się uczyć najlepiej jak umiała, jednak była to nauka oparta bardziej na siłowej i mechanicznej jeździe oraz zmuszaniu konia do pracy. Nie była to praca z końmi oparta na porozumieniu i rozwiązywaniu problemów. Powtarzała nam, że koń to nie rzecz, jednak nie wykonywała z nami ćwiczeń by rozluźnić konie, nie mówiła nam o podstawieniu zadu konia. Galopowaliśmy ale na pokrzywionych koniach- dla trenerki nie było to dużym błędem. Dla niej ważne było, że udało się pogalopować, jakość galopu nie miała aż tak dużego znaczenia. Przekonana była, że zad konia ma znaczenie głównie u koni sportowych, dla prywatnych i szkółkowych nie ma to aż takiego znaczenia- a przecież to nie prawda!!!!

Kolejna moja stajnia, należała do drugiej grupy ludzi. Dla właściciela stajni, konie to była tylko atrakcja dodana do domków nad jego jeziorem. Cóż, konie sporo chodziły po padokach i karmione były samą trawą. Ale sama trawa nie starczy koniowi, który startuje w zawodach. Koń podobnie jak człowiek sportowiec, potrzebuje odpowiedniej diety i witamin. Także konie te, choć pękate, były osłabione. Codziennie kręciły się przez wiele godzin po ujeżdżalni lub skakały. Skakały spięte, „twarde” w pysku i znieczulone. Kiedyś właściciel koni powiedział mi, że jeśli nie zacznę bić czasem konia podczas jazdy, to nic nie zdziałam i nic mi się nie uda, po czym wyszedł z ujeżdżalni zostawiając mnie sama z moimi myślami. Po tej jeździe podarłam swój nie do końca wykorzystany karnet i więcej mnie tam nie zobaczył.

Więc, jak wyglądałaby moja stajnia z marzeń po tych doświadczeniach? Jeśli chodzi o opiekę to byłaby odbiciem lustrzanym stajni nr 1, w której zaczynałam naukę. Natomiast co do nauki jazdy…….wprowadziłabym teorię, której w polskich szkółkach jest za mało. Przedstawiłabym początkującym jeźdźcom piramidę umiejętności, które trzeba posiąść, aby przejść do kolejnych etapów jazdy konnej czyli : równowaga, rozluźnienie, podążanie za ruchem konia itp. Wytłumaczyłabym ludziom po co to robimy i do czego dążymy. Każdy jeździec od początku znałby wagę poruszania się konia od zadu i musiałby starać się dążyć do osiągnięcia tego stanu. Młodzi jeźdźcy uczyliby się pracować z końmi na lonży i z ziemi. Raz w miesiącu obowiązkowo byłaby 1-1,5 h teorii, na dany temat, pytania byłyby mile widziane. I wprowadziłabym jeszcze wiele innych aspektów pracy z koniem.

Kochani, kończąc moją wypowiedz – wśród Was, są jeźdźcy i młodzi i tacy z jeździeckim doświadczeniem. Są być może trenerzy, instruktorzy sędziowie startujący dopiero w tych zawodach. Są sędziowie zawodów przyszli i obecni, właściciele stajni lub dzieci właścicieli. Są ludzie którzy właśnie zdali srebrną albo złotą odznakę i ci, którzy dopiero zamierzają „wejść” w jeździecki świat. Zachęcam Was wszystkich do konstruktywnego dialogu, do napisania swoich przemyśleń, oraz odpowiedzi na poniższe pytania: komu według was tak naprawdę zależ na dobrej pracy z koniem? Co powiedzielibyście anonimowej osobie, która chciałaby zatrzymać się na jakimś etapie jeżdżenia, nie chcąc uczyć się dalej ? Czy osoba z większymi i szerszymi aspiracjami ma o nich powiedzieć trenerowi czy lepiej nie, bo zostanie to potraktowane jako podważenie autorytetu? Czy na kursach instruktorskich uczą szacunku do konia włączając w to poszanowanie dla jego delikatnego grzbietu? Czy chcielibyście zmienić coś w Polskim jeździectwie?

Pozdrawiam i czekam na odpowiedzi.

Barbara

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s