Jak to się robi?

50628515_372286153563338_7509763279267299328_n

Fot. Patrycja P.

Pisząc ten post obejrzałam na YouTubie sporo filmików zawierających porady związane z jazdą konną. Chciałam zobaczyć jakiej wiedzy szukają jeźdźcy i jaka wiedza jest im serwowana. Podczas oglądania większości tych produkcji, od razu przed oczami przewinął mi się skecz grupy Monty Python, który idealnie oddaje charakter takich filmików z instrukcjami. Chciałam wstawić link do tego skeczu ale nie mogę go znaleźć w internecie (trzeci sezon, pierwszy epizod). W skeczu tym uczestnicy programu telewizyjnego pt: „Jak to się robi?” radzą między innymi : jak wyeliminować choroby zakaźne. Nie wiecie jak? – To proste – „najpierw trzeba zostać lekarzem a potem wymyślić cudowny lek”. W skeczu tym tłumaczą też jak nauczyć się grać na flecie. To też jest proste – „tu się dmucha, a tu się przebiera palcami”. Na wielu filmikach na temat pracy z końmi poziom przekazywanej wiedzy jest dokładnie taki sam.

Znalazłam na przykład filmik na temat pracy na kontakcie. Dowiedziałam się z niego, że wodze trzymane przez jeźdźca nie mogą być poprzekręcane i w każdej ręce musimy czuć ciężar po 20 dkg oraz, że wodza nie ma prawa wisieć. Mimo tego, że filmik trwa około 10 minut, to jest to w zasadzie cały przekaz na temat istoty owego kontaktu. Reszta czasu przeznaczona jest na wytłumaczenie tego, że wodze muszą być napięte podczas jazdy na wprost i na łuku. Co ciekawe, konik wybrany do prezentacji w filmie cały czas niespokojnie rzuca głową, niezadowolony z owego kontaktu. Filmik przez cztery miesiące obejrzało 15 000 osób. Zdobył prawie 1000 polubień i całą masę chwalących komentarzy. I tylko jedna osoba zauważyła, że zwierzę nie toleruje takiego kontaktu: „Kurcze, może na odcinek o kontakcie lepiej wybrać konia, który chociaż trochę na tym kontakcie pracuje? Bo tutaj pokazujecie obrazek przeciwny do tego, o czym prowadząca mówi. Warto zauważyć, że koń uspokaja głowę właściwie jedynie w momencie, w którym wodze są odpuszczone (a odpuszczać wodze w trakcie jazdy trzeba co jakiś czas chociażby po to, żeby zobaczyć, czy koń sam utrzymuje się na kontakcie i sam się niesie!). Spięty, niespokojny i nieregularny przez usztywnienie koń niezbyt nadaje się do filmów instruktażowych, bo jedynie utrwala w osobach początkujących (grupa docelowa tego kanału) nieprawidłowy obrazek”. Według mnie z takim koniem w roli głównej mógłby powstać filmik o tym, jakie są przyczyny tego, że koń macha szyją i rzuca głową. Filmik o tym, jak pracować z podopiecznym, żeby mógł swobodnie i spokojnie nieść głowę. Bardzo wielu jeźdźców zmaga się z tym problemem podczas pracy ze swoim wierzchowcem. Ale żeby móc taką wiedzę przekazać, trzeba być świadomym, że kontakt z koniem nie polega tylko poprzez wodze. Trzeba też wiedzieć, że „lekarstwem” na machanie szyją i głową przez zwierzę nie jest stabilizowanie ich przy pomocy różnego rodzaju wypinaczy. Trzeba wiedzieć, że konie sygnalizują w ten sposób, że odczuwają w szyi ból i dyskomfort. Gdyby ktoś z was chciał się dowiedzieć czym jest kontakt z koniem, to zapraszam do przeczytania postów z poniższych linków.

http://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2014/05/kontakt-z-koniem.html

https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2016/06/jezdzic-na-kontakcie.html

Na filmach o podobnym charakterze konie zachowują się idealnie i książkowo. Nie wspomina się w nich o problemach jakie towarzyszą codziennej pracy z podopiecznymi. Osoba oglądająca takie poradniki nie dowie się na przykład tego, jak „rozmawiać” ze zwierzęciem, które mimo usilnych prób jeźdźca nie chce oprzeć na wodzach tych 20 dkg. Widz nie dowie się jak pracować z koniem, który opiera na wodzach ciężar swojej głowy, szyi i przedniej części ciała naraz. Jeździec nie dowie się jak „rozmawiać” z wierzchowcem, który zadziera głowę i jak go namówić do tego, by pozwolił utrzymać wodze w lekkim napięciu. Nie dowie się jak „poprosić” konia, żeby nie wyrywał wodzy albo nie wieszał się na jednej z nich, pozostawiając drugą bez jakiegokolwiek obciążenia. Jeździec nie dowie się, że ciężar 20 dkg opartych na wodzy może być efektem tego, że koń ucieka od wędzidła i boleśnie przegina szyję, przyciągając przy tym brodę do klatki piersiowej. Nie dowie się, że mimo 20 dkg na wodzach koń został zmuszony do przyjęcia postawy przynoszącej ogromne cierpienie. Nie dowie się, że takie działania człowieka powinny podpadać już pod znęcanie się i tortury.

Filmów, które omawiałyby takie problemy prawie nikt nie kręci. Niewiele też osób obejrzy pewnie taki film. Wiem co mówię, a właściwie piszę. Wiecie dlaczego niewielu jeźdźców obejrzy taki film? Dlatego, że nie ma prostego sposobu na rozwiązanie takich problemów. Dlatego, że tylko świadoma praca z koniem rozwiąże jeździeckie problemy. Dlatego, że w takich filmach omawiana jest praca, o której większość jeźdźców nie ma pojęcia. Nie ma pojęcia o świadomej pracy ciałem, łydkami i wodzami. Niewielu jeźdźców pracuje tymi pomocami. Większość jeźdźców jest tylko zaopatrzonaw te pomoce i próbują nacisnąć nimi jakiś magiczny guzik, który wreszcie kiedyś zadziała. Ciągną, duszą, cisną, wzmacniają działanie pomocy i tłumaczą sobie i innym, że może z czasem coś się wydarzy i koń wreszcie zareaguje w oczekiwany przez nich sposób. Gdy jednak nie reaguje, to tłumaczą, że ten koń po prostu tak ma.

Tego typu porad w filmikach jest mnóstwo. Na przykład – jak zagalopować na dobrą nogę? To proste – jeździec musi cofnąć zewnętrzną nogę za popręg. Bo to ułożenie zewnętrznej nogi jeźdźca decyduje o tym, na którą nogę koń zagalopuje. Niby przekaz prosty i oczywisty – ale co z sytuacją kiedy wierzchowiec mimo zalecanego układu nóg „nie chce” zagalopować na dobrą nogę? Znalazłam w tym filmiku odpowiedź – „trzeba przejść do kłusa i zagalopować jeszcze raz”. Amazonka w tym filmie, ilustrując swoją wypowiedź, namówiła podopiecznego do zagalopowania na „złą nogę” – czyli namówiła do wykonania ćwiczenia „kontrgalopu”. Kontrgalop jest figurą ujeżdżeniową, a nie błędem galopu na niewłaściwą nogę. Galop na złą nogę ma swoje przyczyny w braku równowagi u konia. Filmów tego autora jest cała seria. Postanowiłam poszukać w tej serii filmu na temat równowagi konia i nie znalazłam takiego.

https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2018/08/rownowaga-konia-przodty.html

https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2019/01/rownowaga-boczna-konia.html

Te dwa wymienione wyżej przeze mnie tematy nierozerwalnie wiążą się ze sobą. Koń, który pracuje bez zrównoważonego ciała i ma problem z galopem na właściwą nogę, zazwyczaj wiesza się na wodzach albo jednej z nich. Jeździec czuje wówczas ciężar kilku kilogramów, a nie 20 dkg. Jeździec, który chciałby jeździć z nieobciążonymi przesadnie wodzami i móc bez problemu namówić konia na galop na właściwą nogę, musi zrozumieć przyczyny braku jego równowagi. Musi wiedzieć, jak widzieć i wyczuć ten błąd i jak zobaczyć i poczuć poprawę równowagi. Najpierw jednak musi dowiedzieć się, jak namówić konia do pracy nad odzyskaniem tej równowagi. Wówczas jednak nie wystarczą już informacje jak ze skeczu Python’ów – „tu się dmucha, a tu przebiera palcami”.

Jak już napisałam na początku, filmiki takie mają dużą oglądalność. Natomiast te zawierające fachową wiedzę „omijane są szerokim łukiem”. Znalazłam podczas mojego przeglądania filmów kolejną przyczynę takiego stanu rzeczy. Autorka serii filmów, na których głównie oparłam ten post, tłumaczy, że każdy jeździec na początku nauki uczy się jak ruszać na koniu, jak go zatrzymywać i skręcać. I ten sposób nauki jest właśnie przyczyną. (Był to filmik o tym, jak lepiej jeździć konno z przesłaniem, że trzeba wykrzesać z siebie poczucie pewności i stanowczości.) Prawidłowe namówienie wierzchowca do wykonania nawet tych podstawowych poleceń, jest ściśle związane z pracą nad jego równowagą i rozluźnieniem. Wierzchowiec potrzebuje tej równowagi i rozluźnienia do swobodnego i prawidłowego wykonania „próśb” opiekuna. Brak wpajania od podstaw wiedzy na temat pracy nad równowagą wierzchowca i jego rozluźnieniem powoduje, że prawie nikt z jeźdźców takiej wiedzy nie ma i nie szuka.

Autorzy serii takich filmów, nie grzeszących zbyt dużą wiedzą jeździecką, mają jednak zazwyczaj dobry pomysł na ładne podanie i opakowanie tej wiedzy. Mają też pewność siebie, bo funkcjonują w gronie tworzącym zdecydowaną większość. Większość ekspansywną i niejednokrotnie agresywnie reagującą na próby zmiany takiego stanu rzeczy. Stanu tkwiącego w bezmyślności i stereotypach. Dlatego też osoby, które postanowiły wyrwać się z tej większości, które chcą świadomie pracować z końmi, które zdobyły wiedzę odbiegającą od powszechnej, nie są skłonne wypowiadać publicznie swojego zdania. A kiedy już im się to zdarzy i spotykają się z agresywnymi komentarzami, tłumaczą się z tego ruchu i go żałują. Nie potrzebnie. Pamiętajcie, że to jednostki wychodzące ponad ogólną przeciętność, pchają ten świat do przodu. Ostatni akapit jest dla Pauliny. Pozdrawiam.

Olga Drzymała

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję.

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa

P.S. Jedna z czytelniczek podesłała mi link do skeczu Monty Python:

Dziękuję.

Reklamy

Ułożenie łydek, stabilne ręce, pięta w dół – jak to wszystko zapamiętać? Odpowiedź na komentarz.

52681143_396461887784724_4266449095406649344_n

Fot. Zuzanna Surma

Z pozdrowieniami dla wytrwałego autora komentarzy, którego imienia nie znam.

Co Ta Trufla: „Gdyby to wszystko jeszcze tak się dało spamiętać na raz. Jak się skupię na łydkach to zaczynam się na przykład garbić, jak nad stabilizacją ręki to zapominam o piętach. Wczoraj na przykład, gdy tylko pilnowałem pięty w dół jednocześnie zaczynałem się pochylać, wystarczyła jedna uwaga trenera aby nogi wysunąć bardziej do przodu i pomogło. Chodzi mi o to, że jakoś nie potrafię kontrolować wielu elementów na raz, mam tylko nadzieję, że z czasem stanie się to nawykiem (oby dobrym, a nie złym). Tylko czy można marzyć o nawykach gdy jeździ się raz w tygodniu…”

Odkryłam Twój blog. Fajnie się go czyta. Ubawiłam się, gdy pisałeś o tym, że jechałeś jako prowadzący w zastępie – w grupie ośmiolatków. Chcę też trochę Cię pocieszyć. Podejrzewam, że z ilości informacji jakie „przelewam” w blogach można by wnioskować, że jeżdżę konno od dziecka. Nic bardziej mylnego. Zaczęłam się uczyć jazdy konnej, gdy miałam już skończone lat trzydzieści trzy. Nie ograniczałam się jednak do jazd raz w tygodniu, a po pół roku szkółkowego jeżdżenia zdecydowałam się na kupno własnego konia Bywałam u niego codziennie. Po czterech latach zrezygnowałam z tego co nazywa się w większości ośrodków jeździeckich jazdą konną i zaczęłam świadomą pacę z wierzchowcami. Wszystko więc przed Tobą.

Nie wiem w jakim odstępie czasowym piszesz swoje posty (nie ma dat przy postach) ale mam wrażenie, że dość szybko awansowałeś z jazdy w zastępie na jazdę skokową. Tym bardziej, że ćwiczysz na koniu skoki przez przeszkody, nie mogąc znaleźć swojej równowagi w siodle – wnioskuję to z Twojego komentarza. Skąd taki wniosek? Po pierwsze – starasz się zapamiętać układ swoich części ciała – nie jesteś lalką Barbie, a w tym przypadku Kenem, żeby poukładać ciało. Żeby poukładać nogi i ręce w wybranej konfiguracji i tak ustawiony zasiąść na grzbiecie konia. Jeżeli garbisz się przy układaniu łydek to nie z powodu trudności w pamiętaniu tylko z powodu nie rozciągniętych mięśni i sztywnych – nieruchomych stawów biodrowych. Ręce są niestabilne z powodu braku Twojej równowagi i tego, że pomagają one w jej „łapaniu” i „szukaniu”. Kiedy skupiasz się na utrzymaniu rąk stabilnie – czyli przestajesz sobie nimi pomagać w utrzymaniu równowagi – zaczynasz prawdopodobnie mocniej ściskać siodło kolanami, który to ruch podciąga pięty w górę. I znów pamięć nie ma nic do rzeczy.

Może spróbuję po kolei. Oto typowa postawa jeźdźca na koniu. Postawa „Kena” z nieruchomymi stawami.

Dosiad 1

Tułów w miarę prosty, „dupsko” i nogi usadzone na wygodnym krześle – czyli łydki do przodu, pięty w dół. W takim dosiadzie zablokowany jest ruch wszystkich stawów kończyn dolnych jeźdźca. Stawu biodrowego, kolanowego i skokowego. Tą sztywność prowokuje między innymi usilne naciąganie pięty w dół. Pięta w dół wypycha łydkę do przodu i zaburza poczucie równowagi ciała

 

Dosiad 2

I w żadnym razie człowiek tak siedzący na koniu nie jest w równowadze. To, że jeździec nie spada z konia nie znaczy, że ma równowagę. Może w równowadze jest jego tors od bioder w górę, oparty na grzbiecie konia ale nie całe ciało. Na kolejnym rysunku zdjęłam jeźdźca z siodła i postawiłam na poziomej powierzchni. Ani człowiek ani lalka Ken nie postali by sobie zbyt długo w takiej pozycji, bo właśnie nie mają równowagi. Już samo utrzymanie równowagi ciała przy staniu na piętach wymaga sporego wysiłku, a co dopiero w pozycji siedzącej bez podparcia pod pośladkami.

Dosiad 3

Człowiek przybierający taką pozycję musi oprzeć na czymś owe pośladki, a mimo podparcia i tak uważam, że stopy są ułożone w bardzo niewygodnej i usztywniającej pozycji. Jednak jakimś cudem jeźdźcom jest wygodnie.

Dosiad 4

Kolejny problem jaki stwarza taka pozycja to podnoszenie ciała. Żeby je podnieść bez pochylania się, człowiek musi się na czymś podciągnąć. Jeźdźcom, szczególnie tym zaczynającym swoją jeździecką przygodę, służą do tego wodze.

 

Dosiad 5

Te wodze służą też często do podtrzymywania się, gdy brakuje podparcia pod pośladkami, czyli podczas anglezowania.

 

Dosiad 6

Wróćmy teraz do Twojej wypowiedzi. Piszesz: „Jak się skupię na łydkach to zaczynam się na przykład garbić…..”. Gdy chcesz ułożyć łydki nieco bardziej za popręgiem, bo tam łatwiej znaleźć koński brzuch, to sztywność i nieruchomość Twoich stawów powoduje, że się pochylasz. Trochę tak, jakbyś miał oś przeciągniętą przez stawy biodrowe.

Dosiad 7

Postać na koniu lekko obróciłam względem punktu umieszczonego w środku czerwonego kółka. Nie zmieniłam absolutnie nic w ułożeniu poszczególnych części ciała postaci. Łydki się cofnęły, a ciało pochyliło. Dowodem na to co piszę jest Twoje zdanie z komentarza: „Wczoraj na przykład, gdy tylko pilnowałem pięty w dół jednocześnie zaczynałem się pochylać, wystarczyła jedna uwaga trenera aby nogi wysunąć bardziej do przodu i pomogło”.

Dosiad 8

Trener czy instruktor uczący Ciebie konnej jazdy powinien pomóc Tobie rozluźnić i „otworzyć” pachwiny, rozluźnić mięśnie, uruchomić i uelastycznić stawy.

Dosiad 9

Stopy powinny być ułożone poziomo, bez siłowego i nienaturalnego ciśnięcia pięty w dół.

Dosiad 10

Wiesz dlaczego? Ponieważ teraz jak zdejmę postać z konia i postawię na płaskiej powierzchni, utrzyma ona pozycję bez konieczności podpierania ciał albo przytrzymywania się za cokolwiek. Jednym słowem postać będzie w równowadze.

Dosiad 11

Postać będzie mogła pracować i uprawiać sport tak, jakby stała na stabilnej powierzchni, a nie siedziała na wygodnym krześle. Ta postać w równowadze nie będzie musiała też pomagać sobie rękami w utrzymaniu równowagi, więc ustabilizowanie ich nie będzie stwarzało większych problemów.

To wszystko o czym piszę trzeba zrozumieć i poczuć, a nie zapamiętać. Trzeba mieć świadomość braku równowagi i powodów dla których jej nie masz. Trzeba mieć świadomość napięć w swoim ciele i tego, który ze stawów w kończynach nie pracuje. Dlatego ja, ucząc i pisząc o pracy z koniem, odwołuję się do wyobraźni. Gdybyś kiedyś jeszcze spędzał urlop w stajni w Runowie, to chętnie pomogę Tobie to wszystko zrozumieć i przećwiczyć na koniu. Daleko nie mam.

Olga Drzymała

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję.

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa

Posty powiązane:

https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2014/05/przykurczone-cialo-jezdzca.html

https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2015/11/pochylanie-sie-jezdzca.html

https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2017/01/strach-jezdzca-dosiad.html

https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2017/07/pieta-w-do.html

Poradnik „obsługi” młodego konia – czego nauczyć wierzchowca przed pierwszym wsiadaniem na jego grzbiet.

33614863_2073077782969658_7137836995677519872_n

Fot. Kinga Karolina

Napisałam dwa posty z cyklu poradnik obsługi młodego konia. Treść ich była oparta na obserwacji zmagań jeźdźców z ich młodymi podopiecznymi. Zmagań raczej nie podpartych wiedzą i rozumieniem biomechaniki i psychiki wierzchowców. Próbowałam pokazać wam błędy popełniane przez niedoświadczonych jeźdźców w pracy z młodymi końmi. Wiadomo jednak, że dużo łatwiej jest wskazać czyjeś błędy niż wytłumaczyć, jak należy pracować z młodym wierzchowcem, żeby tych błędów nie popełniać.

Nie jest łatwo wytłumaczyć, ponieważ każdy młody koń ma inny charakter i w różny sposób będzie reagował na szkoleniowe zapędy swojego opiekuna. Nie jest łatwo wytłumaczyć, ponieważ bardzo często młode zwierzęta, kupowane przez jeźdźców, mają już za sobą nieciekawe doświadczenia w relacjach z człowiekiem. Te nieciekawe doświadczenia to zazwyczaj zbyt szybkie i pobieżne zajeżdżanie. Młodego konia przeznaczonego na sprzedaż zajeżdża się szybko i spektakularnie, bo dzięki temu wzrasta jego wartość. Za zajeżdżonego młodego konia można żądać więcej niż za takiego, który nie miał jeszcze na grzbiecie siodła i jeźdźca . Zajeżdżony młody koń szybciej też znajdzie nabywcę nawet właśnie niedoświadczonego jeźdźca z dużymi brakami w jeździeckiej edukacji. A co to znaczy zajeżdżony koń dla ludzi handlującymi tymi zwierzętami? Zajeżdżony czyli nie buntujący się, gdy człowiek ładuje na jego grzbiet swoje dupsko. Zajeżdżony czyli taki, który pójdzie w miarę dokładnie we wskazanym przez jeźdźca kierunku. Uświadomię was – to nie jest zajeżdżony wierzchowiec.

Musicie zdać sobie sprawę z tego, jakiego młodego konia można nazwać zajeżdżonym. Zajeżdżony młody koń to taki, z którym opiekun długo i dużo pracował z ziemi nad rozbudowaniem mięśni, nad kondycją i tężyzną fizyczną. To taki koń, z którym dużo i długo pracował opiekun nad nauczeniem rozumienia sygnałów, nad dopracowaniem języka ludzko końskiego i nad kondycją psychiczną zwierzęcia. To taki koń, z którym dużo i długo opiekun pracował nad nauką zrównoważenia i rozluźnienia ciała podczas niesienia jeźdźca. To taki koń, którego opiekun przeznaczył na naukę tego wszystkiego co najmniej dwa lata. Dwa lata regularnej i świadomej pracy tyle mniej więcej czasu potrzebuje koń na nadbudowanie mięśni i kondycji, które pozwolą mu swobodnie nieść jeźdźca. Jeżeli ktoś więc kupuje „zajeżdżonegotrzylatka, to na pewno nie jest on zajeżdżony tylko nauczony tolerować na swoim grzbiecie jeźdźca usadowionego w siodle.

Pojęcie o zajeżdżaniu koni w świecie jeździeckim jest dość marne. W trakcie pisania tego postu trafiłam w internecie na takie pytanie: Co warto nauczyć konia przed pierwszym wsiadaniem a co lepiej po? Zadała je młoda amazonka, której jeździecka kariera trwa około czterech, no może pięciu lat. Amazonka, która twierdzi, że: Spokojnie już nie pierwszy raz (zajeżdża konia – przypis mój) po prostu chciałabym zrobić sobie listę co najlepiej ją nauczyć przed”.

Rozmówca w dyskusji: Skoro się na tym nie znasz i nie masz w tym doświadczenia to nie bierz się za to, bo konia zepsujesz. A skoro nie wiesz w jakiej kolejności to znaczy, że jednak tego doświadczenia nie masz.

Autorka pytania: Wiesz pomimo tych umiejętności podstawowych szukam czegoś jeszcze żeby teraz tego nauczyć konia bo mam więcej czasu z ziemi. Szkoda że na tej grupie nie można poruszać ciekawych tematów bo zaraz „znawczynie” się odzywają.

Autorka pytania odpowiadając dyskutującym osobom twierdzi, że nauczyła konia już wszystkiego o czym piszą te osoby. Czyli nauczyła: Odczulanie na np. posiadanie dużych płacht na grzbiecie, folię bąbelkową, krzaki, powiewające obiekty, od małego przyzwyczajaj do wody i zbiorników wodnych, opony, szeleszczące rzeczy i szacunek do człowieka musicie sobie ustalić Podstawy takie jak kantarki, chodzenie na uwiązie i podawanie kopyt chyba nie muszę ci mówić….. Możesz nauczyć kładzenia się albo aportowania. Stęp hiszpański i te różne. Może uśmiech?” Jest to cytat osoby biorącej udział w dyskusji.

Autorka pytania przyuczyła już nawet konia do wędzidła w pysku ale stwierdziła, że: A sztuczki to nawet dobry pomysł tylko zależy jakie bo nie na wszystkich się znam i nie biorę się za to bo mogę coś zepsuć, ale ukłon, podanie nogi czy aportowanie czemu nie.

Osoba biorąca udział w dyskusji: Nie dałam brykania czy dębów, bo to często konie wykorzystują przeciwko właścicielowi. Kładzenia przydaje się jak chcesz na takiego delikwenta wejść na oklep po świętach. A aport jak ci np. rękawiczka upadnie a nie chcesz schodzić z konia. Sprawdzone patenty ?? Polecam odczulić jak już będziesz siedzieć na koniu na odkręcanie gazowanych napojów, szelest butelki i folii aluminiowej, pstrykające kubki termiczne z herbatą i inne. Tutaj naszła mnie refleksja i pytanie mowa tu o jakimś pojeździe czy żywym stworzeniu? Dyskutujące amazonki mają zamiar pracować na koniu i z koniem, czy wsiadają na mechaniczną maszynę z wygodnym fotelowym siedziskiem i muszą mieć ze sobą koniecznie gorącą herbatę z cytryną i miodem w kubku termicznym?

Autorka pytania: Zajeżdżałam już kilka koni, tak samo naprostowywałam kilka więc na pewno to nie pierwszy raz. Proszę o normalne odpowiedzi a moje umiejętności to tylko moja i moich koni sprawa”.

Czytając taki dialog widać i czuć”, brak doświadczenia i wiedzy amazonek na temat pracy z młodym koniem. Wstawiłam więc link z moim postem: Młode konie”. Doczekałam się takiego oto komentarza: Praktycznie żadna z rzeczy opisanych w tym poście nie jest prawdziwa. Początkującego jeźdźca na młodego konia się nie wsadza, zwłaszcza jeśli pozwalasz mu sobie brykać ile chce. Młody koń ma mieć dzieciństwo, więc niech bryka na pastwisku, pod siodłem nie powinien być zachęcany do tego. Patenty, które są opisane, są dla konia, jeśli ktoś nie umie ich używać to oczywiście spowoduje usztywnienie …. ciężko się czyta takie bzdury jeju”

Te komentarze są przykładem odzwierciedlającym wiele takich dyskusji. W żadnej z nich nie ma słowa o nauczeniu konia rozumienia sygnałów. Zastanówcie się – skąd młody koń ma wiedzieć, że pracujące łydki jeźdźca „mówią”: „koniu idź”? Jeżeli młodemu zwierzęciu się tego nie wytłumaczy, to jego ruch do przodu będzie efektem ucieczki podopiecznego od sygnału. Efekt ucieczki od sygnału można osiągnąć przyciskając siłowo łydki do boków konia, wwiercając się piętami pod końskie żebra i posiłkując się dźgającymi ostrogami, tworząc dyskomfort w odczuwaniu bodźców i zadając zwierzęciu ból. I zauważcie – większość jeźdźców właśnie do dawania takich bolesnych sygnałów” używa swoich nóg. Dlaczego tak się dzieje? Łatwiej zmusić konia do reakcji na ból i strach niż wytłumaczyć mu, co oznacza delikatny i subtelny sygnał. Łatwiej zadać ból niż poprosić w zrozumiały sposób o wykonanie polecenia i subtelnie wyegzekwować jego wykonanie.

Uciekający od ludzkich pięt i łydek koń, zazwyczaj natychmiast otrzymuje od opiekuna kolejny zadający ból sygnał – czyli zaciągnięte wodze. Skąd młody koń ma wiedzieć, że to jeździec siedzący na jego grzbiecie chce decydować o rodzaju chodu, nadawać tempo chodu i decydować, kiedy koń ma się zatrzymać, jeżeli nie został nauczony rozumienia sygnału? Taki młody wierzchowiec zareaguje tylko na siłową perswazję. I zauważcie, że większość jeźdźców nieustanie siłuje się z koniem poprzez wodze.

Ponieważ jednak oba sygnały stwarzają zwierzęciu bardzo niekomfortowe odczucia i warunki do pracy – są fizyczną i psychiczną torturą, zwierzę prędzej czy później zacznie odpowiadać siłą na użytą przy dawaniu sygnałów siłę. Prędzej czy później wiele koni zacznie się buntować przeciwko takiemu traktowaniu. Prędzej czy później wierzchowiec zacznie przypłacać zdrowiem taką pracę. Powodem podupadania na zdrowiu będą napięcia mięśni, usztywnienia stawów, krzywizny ciała. Konsekwencją pracy ze spięciami i usztywnieniami będą kulawizny, opuchlizny, rzucanie głową, boksowe narowy.

W takich dyskusjach jak ta przykładowa, nie ma mowy o uczeniu konia równowagi przód/tył, ani równowagi bocznej. Nie ma mowy o nauce samo –niesienia, regulowania tempa i rytmu czy nauce zaangażowania zadnich nóg do pracy. A to są podstawy pracy pozwalające zwierzęciu budować muskulaturę i kondycję potrzebną do swobodnego niesienia jeźdźca. To są podstawy, których należy uczyć młodego konia z ziemi – podczas pracy na lonży i wspólnego chodzenia czy biegania. Przed wsiadaniem na grzbiet młodego wierzchowca należałoby nauczyć go rozumieć sygnały, które jeździec będzie używał wysyłając prośby o zrównoważenie ciała i regulowanie tempa. Przed wsiadaniem na grzbiet młodego podopiecznego należy nauczyć go, jak prawidłowo powinien reagować na te prośby. Koń powinien zrozumieć i reagować na prośby i sygnały najpierw bez obciążenia grzbietu, żeby móc potem w taki sam sposób zareagować z obciążeniem.

Ponieważ post zaczyna robić się dość długi muszę go zakończyć i temat kontynuować w następnych postach. Na koniec przytoczę wam jednak fragment poprzedniego postu. Fragment o podstawowym ćwiczeniu wykonywanym z koniem. W następnym poście będę mogła dzięki temu omówić kolejne kroki w pracy z młodym koniem.

Chodzoną” pracę należy zacząć od ćwiczeń z ruszaniem konia obok człowieka i zatrzymywaniem się również obok niego na wyraźną prośbę i sygnały opiekuna. Naukę najlepiej zacząć na ogłowiu, bo na kantarze praca może okazać się „przeciąganiem liny” – ale naprawdę jest to sprawa indywidualna i zależy od zachowań konia i poziomu umiejętności człowieka. Rozpoczynając pracę, jeździec powinien stanąć obok podopiecznego – na wysokości jego łopatki. W ręce, która nie trzyma wodzy czy uwiązu jeździec powinien trzymać bacik ujeżdżeniowy służący jako przedłużenie swojej ręki. Tym przedłużeniem ręki wskazujemy zwierzęciu zadnią kończynę jako odbiorcę informacji. Jako odbiorcę prośby o ruszenie do przodu. Pracujemy w ten sposób z obu stron konia. Kolejnym krokiem w nauce jest poinformowanie pukającym bacikiem o co prosimy zadnie kończyny. Człowiek uczący i idący z koniem powinien ruszyć dopiero wówczas, gdy poczuje, że zadnia noga konia podnosi się do postawienia kroku. Oczywiście, przy namawianiu konia do ruszenia można zachęć go do tego sygnałami głosowymi. Szczególnie w początkowym etapie nauki. Wierzchowce uczą się na zasadzie skojarzeń – każda prawidłowa reakcja powinna zostać nagrodzona.

Naukę chodzenia konia przy i z człowiekiem, i to przez niego nadanym tempem i na luźnym uwiązie albo wodzach, należy zacząć od nauki zatrzymywania. Zatrzymywania w reakcji na zrozumiały przez zwierzę sygnał. Kiedy już namówicie podopiecznego, żeby ruszył obok was, to po paru zaledwie krokach należy zacząć powtarzać lekkie i delikatne szarpnięcia wodzami albo uwiązem. Mimo, że działamy pomocami przyczepionymi do końskiego pyska, musi on zrozumieć, że odbiorcą tych sygnałów powinno być jego ciało – jego klatka piersiowa. Żeby koń mógł to pojąć, to bacikiem (który jest przedłużeniem naszej ręki) klepiemy wierzchowca w przód klatki piersiowej. Konieczna jest oczywiście przy tym komunikacja dźwiękowa – czyli tradycyjne „prrrr” albo słowa: „stój”, „zwolnij”, „zatrzymaj się”. Koń szybko uczy się rozumieć takie słowa i wyrażenia. Ważna jest przy tym ćwiczeniu postawa człowieka. Musi on przybrać pozycje osoby chcącej się zatrzymać mimo tego, że ktoś zmusza go do ruchu. Musi on przybrać postawę osoby zapierającej się – lecz do tego zapierania nie może używać trzymanych wodzy czy uwiązu.

Pisownia cytatów jest oryginalna.

Olga Drzymała

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję.

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa

Ponieważ moja blogowa „twórczość” stała się dość obszerna – napisałam około 300 postów na czterech blogach – to stwierdziłam, że moi czytelnicy mają pewnie problem ze znalezieniem postów powiązanych ze sobą tematycznie. Postanowiłam więc pogrupować posty dotyczące zagadnień związanych z pracą z wierzchowcami i zapisać w formie dokumentu pdf. Będę je udostępniać moim patronom i osobom, które chciałyby wesprzeć moją pracę w jakiejś innej formie. Pierwszy dokument dotyczy prowadzenia konia i problemów z tym związanych. Ponieważ jest to „pilot” całej serii, to udostępniam go publicznie na Patronite. Jestem ciekawa czy mój pomysł ma sens i rację bytu. Będę wdzięczna za komentarze i opinie. Zapraszam do lektury.

Problemy z obsługą konia – prowadzenie wierzchowca

koń_9

Rys. Jarosław Figan

Problemów, z jakimi spotykają się jeźdźcy przy obsłudze konia, jest bardzo dużo. Te problemy są zazwyczaj ignorowane przez jeźdźców i opiekunów zwierząt i na pewno nie są one traktowane jako próba przekazu informacji ze strony wierzchowca. Niewielu jeźdźców próbuje zrozumieć przyczyny niepożądanego zachowania podopiecznego. Opiekunowie zakładają, że koń tak już ma, że jest złośliwy, albo że coś mu się właśnie stało, bo wcześniej „tego” nie robił. Szczególnie dlatego, że wcześniej koń „tego” nie robił, trzeba dane zachowanie potraktować jako przekaz informacji. Koń to nie jest maszyna, to jest żywe stworzenie, które ma wiele do „powiedzenia” ale zazwyczaj nie pozwala mu się „mówić”, albo nie słucha się go i nie rozumie. Przewlekłe zachowania, które określa się mianem: „ten koń tak już ma” (albo innymi podobnymi), też są informacją skierowaną przez wierzchowca do opiekunów i powtarzaną jak mantra w nadziei, że trafi się w końcu w jego otoczeniu inteligentny człowiek albo zmądrzeje ten, któremu musi służyć.

Niepożądane zachowania przy obsłudze są często wynikiem tego, co koń przeżywa i odczuwa podczas treningów i jazd. Pewne „nawyki” konia zaobserwowane przy jego obsłudze nie zmienią się dopóty, dopóki zwierzę będzie odczuwało ból i dyskomfort podczas pracy z człowiekiem. Jeżeli jazda pod człowiekiem jest dla konia torturą, wówczas zrobi on wszystko, żeby nie zostać zabrany z bezpiecznego miejsca na miejsce „kaźni”. Takie zachowanie spotykane jest często u koni szkółkowych. Konie, które mają jednego jeźdźca i opiekuna są bardziej skore do współpracy. Skłonne są współpracować, mimo braku komfortu i zrozumienia podczas pracy. Skłonne są współpracować na zasadzie – „odbębnię tą godzinę” i będę miał spokój. Konie szkółkowe, konie które dziennie pracują pod jeźdźcami po kilka godzin będą szukać i próbować różnych sposobów uniknięcia zaangażowania do pracy.

Poprosiłam grupę osób o podanie przykładów takich zachowań – oto one: „Niechęć zejścia z padoku – po przypięciu uwiązu koń stoi w zaparte”. „Koń nie dający się złapać na pastwisku, gdy podchodzi człowiek ustawia się zadem, bądź przodem i gryzie lub ucieka po całym pastwisku”. Takie zachowania konia to są bardzo wyraźne informacje mówiące o tym, że zwierzę nie chce pracować. Ktoś mógłby zasugerować, że konie są leniwe i dlatego nie chcą iść do pracy. Tak, konie są leniami ale jeżeli zadana mu praca dostosowana jest do jego możliwość fizycznych i psychicznych, jeżeli praca jeźdźca i konia opiera się na zrozumieniu i porozumieniu, jeżeli podczas pracy zwierzę nie odczuwa bólu i dyskomfortu, to nie będzie ono próbowało odmówić współpracy. Nie będzie próbowało jej odmówić w sposób niepożądany, niegrzeczny czy agresywny. Koń nie będzie próbował odmówić współpracy wiedząc, że jego subtelne sygnały dotyczące pracy pod jeźdźcem będą przez niego odczytywane, rozumiane i że praca będzie odbywać się na zasadzie dialogu.

To, że jakiś koń nie zachowywał się niegrzecznie czy opornie i nagle zaczął nie oznacza, że coś się mu stało. Nie oznacza, że nagle zaczął on odczuwać dyskomfort pracy. Konie stopniowo uczą się tego, jak dotrzeć z informacją do opiekuna. Jeżeli ludzie nie zauważają subtelnych sygnałów z informacjami od zwierzęcia, to zaczyna ono szukać stanowczych, a czasami brutalnych środków przekazu.

Oprócz faktu, że koń nie dający się złapać czy też prowadzić próbuje uniknąć uciążliwej pracy, to przyczyn tych zachowań można szukać również w braku pracy z ziemi. Mało który jeździec ćwiczy z koniem chodzenia w parze. Brak takich ćwiczeń również przynosi efekty w postaci trudności sprowadzenia konia z padoku, niemożności zabrania go z wybiegu itd. Nie ćwiczy się chodzenia z koniem, bo niby po co? Konia zaprowadza się ze stajni na padok i z padoku do stajni, z boksu na plac z placu do stajni – co za problem? – każdy doświadczony jeździec jakoś sobie poradzi z prowadzonym podopiecznym.

Takie podejście i brak pracy uczącej wierzchowca wspólnego chodzenia, to brak zrozumienia specyfiki układu ludzko – końskiego. To przedmiotowe traktowanie zwierzęcia. To traktowanie konia jak sprzęt sportowy. Podczas swojej jeździeckiej przygody poznałam i widziałam wiele koni, których przeznaczeniem było uczestnictwo w zawodach jeździeckich. Prowadzenie tych koni na padok i z powrotem w wielu przypadkach było nie lada wyzwaniem. Konie ciągnęły, pędziły, kładły się na człowieka, przepychały i w żaden sposób nie szanowały jego obecności. Wierzchowce te często nie były zwierzętami młodymi a odległość do przebycia z nimi nie przekraczała 50 metrów. I co z tego, że sobie radzimy, co z tego, że dajemy radę prowadzić takie konie? Nie chodzi o to, żeby sobie z koniem radzić. Chodzi o to, żeby zwierzę zauważało człowieka, szanowało jego „przestrzeń”, skupiało się na sygnałach, które człowiek wysyła. Taki brak współistnienia z ziemi przekłada się na pracę w siodle. Z takimi końmi jeźdźcy sobie radzą, a nie „rozmawiają”. Z takimi końmi trzeba się siłować, żeby cokolwiek z siodła wyegzekwować.

Z końmi powinno się chodzić i biegać. Przy tych ćwiczeniach trzeba pilnować, żeby koń szedł obok, bez pchania się na człowieka. Trzeba umieć poprosić konia o utrzymanie tempa i rytmu chodu jakie nadajemy idąc obok. Trzeba umieć konia namówić do tego bez ciągnięcia za wodze i siłowego trzymania. Konia trzeba uczyć skupiania się na człowieku i sygnałach dawanych podczas wspólnego marszu. Uczący instruktorzy powinni tłumaczyć, jak zachęcić konia do marszu, bez ciągnięcia go za sobą za wodze czy uwiąz. Powinni uczyć jak namówić konia do marszu obok człowieka – bez prób jego wyprzedzania, bez siłowego zaciągania wodzy czy uwiązu w tył. Bez konieczności siłowego zapieranie się i szarpania z koniem.

Przy koniach okazujących w ten sposób niechęć do pracy można oczywiście stosować zachęty, które pozwolą mu skojarzyć zejście z padoku z czymś przyjemnym. Można przed czyszczeniem i siodłaniem pozwolić mu na przykład zjeść w boksie spokojnie marchewkę ze żłobu. Marchewka jednak to za mało i często się zdarza, że w ogóle „nie działa”.

Chodzoną” pracę należy zacząć od ćwiczeń z ruszaniem konia obok człowieka i zatrzymywaniem się również obok niego na wyraźną prośbę i sygnały opiekuna. Naukę najlepiej zacząć na ogłowiu, bo na kantarze praca może okazać się „przeciąganiem liny” ale naprawdę jest to sprawa indywidualna i zależy od zachowań konia i poziomu umiejętności człowieka. Rozpoczynając pracę, jeździec powinien stanąć obok podopiecznego – na wysokości jego łopatki. W ręce, która nie trzyma wodzy czy uwiązu jeździec powinien trzymać bacik ujeżdżeniowy służący jako przedłużenie swojej ręki. Tym przedłużeniem ręki wskazujemy zwierzęciu zadnią kończynę jako odbiorcę informacji. Jako odbiorcę prośby o ruszenie do przodu. Pracujemy w ten sposób z obu stron konia. Kolejnym krokiem w nauce jest poinformowanie pukającym bacikiem o co prosimy zadnie kończyny. Człowiek uczący i idący z koniem powinien ruszyć dopiero wówczas, gdy poczuje, że zadnia noga konia podnosi się do postawienia kroku. Oczywiście, przy namawianiu konia do ruszenia można zachęć go do tego sygnałami głosowymi. Szczególnie w początkowym etapie nauki. Wierzchowce uczą się na zasadzie skojarzeń – każda prawidłowa reakcja powinna zostać nagrodzona. Po tym opisie nie muszę chyba tłumaczyć, że konia nie ciągnie się za sobą ani przy pomocy wodzy, ani przy pomocy uwiązu. Takie próby kończą się właśnie tym, że opór konia przed ruszeniem do wspólnego marszu narasta i z czasem zwierzę zaprze się tak, że nie ruszy nawet nogą. Trzeba być kompletnym głupcem i ignorantem myśląc, że człowiek da radę pociągnąć za sobą pół tonowe ciało mimo to nagminne i powszechne są w stajniach „obrazki” jeźdźca próbującego targać za sobą wierzchowca. W takich sytuacjach zaparty koń wlecze się za człowiekiem tylko dlatego, że każdy postawiony krok zmniejsza ból zadany uciskającym na potylicę kantarem czy ogłowiem.

Sygnał zatrzymujący i zwalniający powinien być taki, żeby koń nie mógł zahaczyć się o pomoc przesyłającą ten sygnał. Zwierzę zrobi to, gdy sygnał będzie długi i siłowy. Zwierzę zahaczy się o pomoc przekazującą sygnał po to, by zareagować siłą na siłę. I znowu trzeba być głupcem i ignorantem, żeby myśleć, że człowiek jest w stanie zatrzymać albo zwolnić ruch pół tonowego ciała. Jeżeli koń na takie siłowe sygnały reaguje to tylko dlatego, żeby zmniejszyć uczucie bólu w pysku albo na kości nosowej towarzyszące działaniu człowieka. Częściej jednak sytuacja wygląda tak, że zaparty i napierający na sygnał koń ciągnienia sobą uwieszonego na wodzach albo uwiazie człowieka. Konie których ruch jeździec próbuje zatrzymać albo spowolnić przy pomocy siłowego hamującego sygnału, napierają, przyspieszają, okrążają człowieka, strzelają barany, podskakują, kładą uszy, próbują gryźć itd.

Naukę chodzenia konia przy i z człowiekiem, i to przez niego nadanym tempem i na luźnym uwiązie albo wodzach, należy zacząć od nauki zatrzymywania. Zatrzymywania w reakcji na zrozumiały przez zwierzę sygnał. Kiedy już namówicie podopiecznego, żeby ruszył obok was, to po paru zaledwie krokach należy zacząć powtarzać lekkie i delikatne szarpnięcia wodzami albo uwiązem. Mimo, że działamy pomocami przyczepionymi do końskiego pyska, musi on zrozumieć, że odbiorcą tych sygnałów powinno być jego ciało – jego klatka piersiowa. Żeby koń mógł to pojąć, to bacikiem (który jest przedłużeniem naszej ręki) klepiemy wierzchowca w przód klatki piersiowej. Konieczna jest oczywiście przy tym komunikacja dźwiękowa – czyli tradycyjne prrrr” albo słowa: „stój”, „zwolnij, „zatrzymaj się”. Koń szybko uczy się rozumieć takie słowa i wyrażenia. Ważna jest przy tym ćwiczeniu postawa człowieka. Musi on przybrać pozycje osoby chcącej się zatrzymać mimo tego, że ktoś zmusza go do ruchu. Musi on przybrać postawę osoby zapierającej się – lecz do tego zapierania nie może używać trzymanych wodzy czy uwiązu.

Konie, których nie trzeba sprowadzać z padoku do pracy, które są „wyciągane” z boksu, będą okazywać swój sprzeciw w inny sposób. Oto przykłady takich zachowań: Ganianie się po boksie, żeby założyć kantar (koń ciągle obraca się zadem). „Widziałam też konia straszącego przez kraty boksu. Tzn łbem uderzał w kraty jak ktoś przechodził”. „Zadzieranie głowy do nieba przy próbie założenia kantaru, ogłowia”. Takie zachowania konia wzbudzają w wielu jeźdźcach strach. Szczególnie u jeźdźców, którzy dopiero zaczynają przygodę jeździecką i poznają tajniki pracy z koniem. Strach ten spowodowany jest brakiem wiedzy na temat tego, jak z takim zwierzęciem się dogadać. Jak reagować na zachowanie czy postawę ciała konia. Często wystarczy, że koń odwraca się tyłem do człowieka, gdy wchodzi on do boksu, żeby adept wycofał się całkowicie z próby porozumienia się ze zwierzęciem. Przecież koń wyraźnie dał znak „nie chcę cię tu”. CDN

Olga Drzymała

Powiązane posty: https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2017/12/prowadzenie-konia-pozycja-jezdzca-i.html

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję.

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa

Ponieważ moja blogowa „twórczość” stała się dość obszerna – napisałam około 300 postów na czterech blogach – to stwierdziłam, że moi czytelnicy mają pewnie problem ze znalezieniem postów powiązanych ze sobą tematycznie. Postanowiłam więc pogrupować posty dotyczące zagadnień związanych z pracą z wierzchowcami i zapisać w formie dokumentu pdf. Będę je udostępniać moim patronom i osobom, które chciałyby wesprzeć moją pracę w jakiejś innej formie. Pierwszy dokument dotyczy prowadzenia konia i problemów z tym związanych. Ponieważ jest to „pilot” całej serii, to udostępniam go publicznie na Patronite. Jestem ciekawa czy mój pomysł ma sens i rację bytu. Będę wdzięczna za komentarze i opinie. Zapraszam do lektury.

Prelekcja o koniach i jeździectwie dla laików i nie tylko

Karuzela 1

Fot. Pixabay

Uwielbiam słuchać prelegentów na TED – TED(Technology, Entertainment and Design – Technologia, Rozrywka i Design) – markakonferencji naukowych organizowanych corocznie przez amerykańską fundację non-profitSapling Foundation. Celem konferencji jest popularyzacja – jak głosi motto – „idei wartych propagowania”(Wikipedia). https://pl.m.wikipedia.org/wiki/TED_(konferencja) Prelegenci na TED mają około 20 minut na opowiedzenie o swoich pasjach i wykonywanych zawodach. Zaczęłam się zastanawiać, co ja mogłabym na jakiejś prelekcji opowiedzieć słuchaczom o koniach i jeździectwie?

Laikom jeździectwo znane jest z filmów i raczej nie kojarzy się z wysiłkiem fizycznym. Wielokrotnie słyszałam: na konia się po prostu wsiada i jedzie. Jeździectwo kojarzy się z galopowaniem na zielonych łąkach z rozwianym włosem albo z jazdą z filmów o dzikim zachodzie, gdzie wystarczy szarpnąć wodzami, żeby rumak zatrzymał się w miejscu z pełnego galopu. Szkoda, że na zdjęciach z plenerów i filmach nikt nie zauważa wyrazu bólu na pysku zwierzęcia. Szkoda, że nikt nie widzi tego, że taki wierzchowiec chowaszyję między łopatki i zadziera głowię, by zminimalizować uczucie bólu w pysku zadawanego poprzez metalowy „pręt”. Co gorsze, wielu jeźdźców chciałoby, żeby tak właśnie wyglądało jeżdżenie konno. Chociaż tacy jeźdźcy już wiedzą, że dosiadanie konia wiąże się jednak z pewnym wysiłkiem. Dla nich wiąże się to z wysiłkiem utrzymania się na grzbiecie trzeba uwiesić się na wodzach i trzymać nogami siodła. Wiąże się to z wysiłkiem zaciągania wodzy, żeby wierzchowiec nie pędził bez opamiętania i z wysiłkiem zginania sztywnej szyi zwierzęcia, żeby zmusić je do wykonania zakrętu. Jednak uwierzcie mi, to nie są jeźdźcy – to są drewniane Pinokia” wożące się na plecach zwierzęcia. W jeździe konnej nie powinno chodzić o to, że my siedzimy na plecach zwierzęcia a ono idzie tam gdzie chcemy, jak tylko pociągniemy za którąś wodzę. Jeździectwo powinno bardziej przypominać taniec w parze. I chodzi tu o pewną więź, zgranie, subtelność i współpracę we wspólnym płynnym poruszaniu się.

W typowym jeździectwie nie ma jednak tanecznej wspólnoty. W typowym jeździectwie koń jest zmuszany siłową presją i zadawanym bólem do absolutnego poddaństwa i wykonywania poleceń nawet wówczas, gdy nie jest na to psychicznie i fizycznie gotowy. Wszystkim takim jeźdźcom „Pinokiom” wydaje się jednak, że każdy koń jest gotowy na każdy wysiłek, więc jakikolwiek bunt konia odbierają jako objaw jego głupoty albo złośliwości. Nikt nie zakłada, że koń broni się przed bólem i dyskomfortem, że wszystko co robi wbrew człowiekowi, to próba zminimalizowania odczuwania bólu. Dlaczego prawie nikt tego nie zakłada? Ponieważ prawie nikt nie zauważa, że koń okazuje ból. Gdyby nasze domowe pupile – psy i koty musiały biegać z obciążeniem na grzbiecie proporcjonalnie podobnym do obciążenia jakie daje koniowi przeciętny jeździec, to wyły by one z bólu, gryzły, drapały, kładły się na ziemię albo uciekały. Jeszcze większy lament u psów i kotów spowodowałoby działanie metalowym prętem w ich pyskach. Działanie jakie prawie każdy jeździec funduje swojemu wierzchowcowi. Konie nie okazują bólu poprzez wydawanie dźwięków łamiących ludzkie serca. Koń nie podniesie do góry „łapki”, żeby pokazać, że boli. Ale koń, tak jak i inne zwierzęta, będzie miał ból wypisany w oczach i mimice pyska. Tylko prawie nikt z jeźdźców i opiekunów tych zwierząt nie chce tego zauważyć, bo utarło się przekonanie, iż koń jako silne zwierzę wytrzyma wszystko i da radę w każdej sytuacji.

Ujeżdżenie pokaz

Fot. Pixabay

Wiele razy oglądałam sytuację, w której dziecko głaszczące konia słyszy od opiekuna: poklep go mocno, bo inaczej koń nic nie poczuje. Abstrakcją byłaby dla takich ludzi wiadomość, że konie lubią delikatny dotyk, dotyk o nacisku równym temu jakie daje np. mucha. Abstrakcją byłaby informacja, że konia może boleć pysk, szyja, grzbiet, nogi. Abstrakcją jest często i dla jeźdźców informacja, że wierzchowiec może być na coś za słaby, za młody albo za stary. Abstrakcją byłaby informacja, że koń może być fizycznie i psychicznie zniszczony przez człowieka. Ludzie dosiadają konie i zmuszają do fizycznego wysiłku nawet takie, które notorycznie kuleją, które mają wady postawy i zwyrodnienia. Dlaczego takie wierzchowce zmuszane są do ruchu? Bo ludzie „wiedzą najlepiej”, że konie kochają ruch – obojętnie jaki i czym obarczony – one go kochają. Skąd ludzie to wiedzą? Nie mam pojęcia. Pewnie wywnioskowali to z dzikiej przeszłości końskiej populacji – przecież konie przemierzały ogromne odległości. Jeźdźcy nie biorą jednak pod uwagę, że zwierzęta te przemierzały je nie z miłości do ruchu tylko podążały tam, gdzie mogły się najeść do syta. Podążały głównie w stępie. Galopowały tylko wówczas, gdy trzeba było uciekać przed zagrożeniami, a kłus nie był im do niczego potrzebny. Konie poruszały się bez obciążeń zadających ból. Przemierzały spore odległości bez niewygodnego obciążenia grzbietu i zadających ból ograniczeń z przodu ciała. Powtarzam więc – nie mam pojęcia z jakich przesłanek jeźdźcy wnioskują, że ich podopieczni kochają ruch, mając obciążenia fizyczne i psychiczne.

Laicy, jak i również wielu jeźdźców, z największym zdziwieniem przyjmują informację, że konie odczuwają ból przy ciągnięciu za wodze – w wielu głowach rodzi się pewnie wówczas pytanie: no a jak inaczej zatrzymać konia? przecież trzeba ciągnąć za wodze. Tak bardzo wrosło w ludzi przekonanie, że koń nie odczuwa bólu, że nawet obraz otwartego z bólu pyska i położone po sobie uszy są „normalnym” wyrazem „twarzy” konia. Nawet figury koni na karuzeli mają wyraz pyska mnie przerażający, a dla większości jest on nic nie wyrażającą normą.

Karuzela 2

Fot. Pixabay

Gdzieś i kiedyś jakiś człowiek doszedł do wniosku, że otwarty pysk u konia, to wyraz bólu i cierpienia i wpadł na to co zrobić, żeby koń jednak nie okazywał bólu w ten sposób. Ten człowiek wymyślił żeby wiązać koniom pyski, wmawiając przy tym skutecznie innym jeźdźcom, że to dla dobra konia. Dla jego dobra, bo lepiej czuje on metalowy pręt i lepiej na niego reaguje. Koniom pozostało więc okazywanie bólu poprzez zadzieranie głowy do góry albo rzucanie nią na wszystkie strony. Na to człowiek też znalazł sposób – znalazł sposób i patenty, żeby głowę i szyję przywiązać do końskiego ciała. Równie skutecznie, jak w przypadku wiązania pyska, udało się wmówić jeździeckiej społeczności, że to wiązanie głowy i szyi jest wręcz zbawienne dla konia i stosowane dla jego dobra.

Wyścigi kłusaki

Fot. Pixabay

Jak się to wszystko ma do tańca, współpracy i więzi z końskim partnerem? – Nie mam pojęcia – ale ludzie nie widzą problemu. Za to jakimś cudem widzą więź i współpracę w tym ograniczaniu ruchu końskich części ciała.

Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym wszystkich jeźdźców „wsadziła do jednego worka”. Wąska grupa jeźdźców szuka innego sposobu pracy – innego niż zadający ból. Te poszukiwania idą w różnych kierunkach. Najliczniejsza grupa poszukiwaczy największe zło przypisuje wędzidłu w końskim pysku i się go pozbywa. Nie chcę powiedzieć, że to źle. Jednak ja uważam, że problem nie leży w narzędziu” pracy ale w nieumiejętnym jego używaniu. Ci, którzy tak chętnie pozbywają się narzędzia nacisku na język, szczękę i usta konia, równie chętnie zaczynają używać narzędzia nacisku na kość nosową albo szyję – nadal zadając ból jako środek przymusu i komunikacji.

Inna grupa szuka takich możliwości pracy z końmi, żeby w żaden sposób nie ingerować w przód ich ciała. Zakładają, że brak w rękach narzędzia do rozmowy” z końskim przodem, to najlepsze rozwiązanie. Jeżeli jednak założyć, że tańczymy z koniem w parze, to bez kontaktu przy pomocy naszych rąk nie osiągniemy zgrania w ruchach. Bez wodzy człowiek „nie słyszy” błędów w postawie konia, które powodują, że nie podąża on swobodnie w tańcu za partnerem prowadzącym – czyli jeźdźcem. Wielu z was na pewno zdziwiło się czytając ostatnie zdanie – jak to przez wodze „słyszymy”? Wodze są do słuchania konia, a nie do kierowania?

Przydarzyło się wam kiedyś używać jakiegoś narzędzia i po jakimś czasie dowiedzieć się, że używacie go w niewłaściwy sposób? Takim narzędziem są wodze, które przez wieki wykorzystywano jako kierownicę”, ręczny hamulec, a z czasem jako środek przymusu do ściągania głowy i szyi zwierzęcia w dół. I nie ma znaczenia czy te wodze przyczepione są do wędzidła czy ogłowia bez – wędzidłowego – takie ich używanie jest nieprawidłowe. Wielu z was nie zdziwi fakt kierowania i hamowania wodzami ale zaciekawi po co na siłę obniżać koniom głowę i szyję. Konie intensywnie i sprężyście pracujące zadnimi kończynami przyjmują postawę przy której prężą grzbiet i wówczas w naturalny sposób opuszczają szyję i głowę w dół. Ta opuszczona szyja i głową stała się synonimem prawidłowej pracy konia pod jeźdźcem. Mało kogo obchodzi fakt, o którym napisałam w poprzednim zdaniu – czyli o naturalnym opuszczaniu szyi dzięki pracy zadu. Jeźdźcy zakładają, że szyja ich konia ma być na dole i już, bo wtedy widać, że „pracuje dobrze”- i koń i jeździec. W związku z tym, wszelkimi możliwymi sposobami, wielu jeźdźców egzekwuje opuszczenie końskiej szyi. Jeżeli koń nie chce trzymać samodzielnie na siłę ściągniętej szyi, to jeźdźcy za pomocą patentów przywiązują ją do końskiego ciała, tak jak w przypadku rzucania” szyją przez konia.

Ujeżdżenie

Fot. Pixabay

Wracając do tematu nieprawidłowego używania wodzy – skoro nie są one hamulcem, to do jakiej pracy są potrzebne? Tak jak wcześniej napisałam, wodze (a także według mnie wędzidło), dają szansę jeźdźcowi „usłyszeć” błędy w postawie konia. A dzięki subtelnym sygnałom przez nie przesyłanym, jeździec może podpowiedzieć zwierzęciu jak je poprawić i naprawić. Wędzidło i wodze w rękach powinny rozbudzić w jeźdźcach ogromną odpowiedzialność. To precyzyjne narzędzia, które źle użyte przynoszą więcej szkody niż pożytku – ale ich delikatne działanie jest niezbędne do rozmowy z koniem na temat rozluźnienia i ustawienia ciała.

Jak więc należy prowadzić konia? Dokładnie tak jak w tańcu w parze prowadzimy całym ciałem, subtelnie i delikatnie. Jest to jednak trudna sztuka i wymaga długiego i konsekwentnego szkolenia. Podstawą tej sztuki jest umiejętność utrzymania swojego ciężaru i równowagi na własnych nogach opartych na bardzo wąskim i ruchomym podłożu jakim są strzemiona. Chodzi o to, żeby tańczyć na własnych nogach i z własną równowagą mimo, że nie stoimy na ziemi i mimo podparcia pod pośladkami. Dzięki takiej postawie na koniu możemy subtelnie prowadzić ciałem swojego partnera. Niestety, człowiek to leniwa i roszczeniowa istota – jeżeli ma coś pod dupskiem na czym można usiąść całym ciężarem i jeżeli ma możliwość presją zmusić kogoś do pracy, to z ogromną przyjemnością wykorzysta taką sytuację.

Według mnie konie są przez ludzi traktowane bardzo przedmiotowo i niewolniczo. Ta niewola dla każdego z koni jest prawie taka sama, chociaż wielu właścicielom wydaje się, że akurat ich koń ma naprawdę dobrze w tej niewoli. Koń ma pod dostatkiem siana, owsa, marchewek, musli, dodatków żywieniowych, derek, czpraczków i nauszników. Co sezon to nowa kolekcja, nowy zestaw – czaprak, owijki, nauszniki, kantar i uwiąz. Niewielu jeźdźców nachodzi refleksja, że ich podopieczny ma w głębokim poważaniu te wszystkie kolekcje i oddałby je wszystkie w zamian za fakt rezygnacji jednego czy drugiego jeźdźca z dosiadania go.

Skoki

Fot. Pixabay

Konie są naszymi niewolnikami, którzy w zamian za wikt, mają cierpliwie i z pokorą znosić regularne, godzinne albo wielogodzinne tortury. Mają z pokorą znosić ból zadawany narzędziami w rękach człowieka. Mają znosić ból zadawany bezwiednie podskakującym na ich grzbiecie ciałem człowieka. Mają z pokorą znosić ból zadawany patentami wiążącymi ich głowę i szyję i ściągającymi je w dół. Niewiarygodne jest jeszcze to, że ludzie z uporem maniaka wmawiają sobie, że wierzchowiec kocha te tortury, bo przecież koń kocha ruch o czym wcześniej już wspomniałam. Kiedyś znalazłam post i zdjęcie kucyków przyczepionych do karuzeli. Koniki godzinami kręciły się z dziećmi na grzbiecie. Wstawiła to na fb jakaś amazonka oburzona takim traktowaniem kucyków. Została ona „zakrzyczana” w komentarzach przez jeźdźców nie widzących nic złego w takim wykorzystywaniu koników. Na zdjęciu widać było, że koniki są zadbane i najedzone, więc w czym problem? W tym, że dzieci wsiadające na taką karuzelę uczą się, że żywe zwierzęta można traktować, jak drewniane figurki, a jazda konna polega na tym, że wsiadam na grzbiet i jadę – bez pracy, bez tańca, bez więzi i porozumienia. Ja jestem oburzona takim traktowaniem koników, bo to przełoży się potem na traktowanie przez młodych ludzi innych zwierząt w tym oczywiście dużych wierzchowców.

Pysk konia

Fot. Pixabay

Pysk konia karuzela

Fot. Pixabay

Uważam, że ludzie nie dorośli jeszcze do jeżdżenia na koniach, więc lepiej byłoby gdyby w ogóle zaprzestali dosiadania tych zwierząt. Uważam tak mimo tego, że sama uwielbiam jeździć konno. Wiem jednak, że nikt i nigdy nie przekona ludzi, żeby z tej formy sportu i rekreacji zrezygnowali. Dlatego moje działania jeździecko blogowe idą w kierunku zrozumienia koni i tajników porozumienia się z nimi. Dla mnie jeździectwo ma inny wymiar niż dla większości jeźdźców – wsiadam na konie nie po to żeby pojeździć ale żeby lepiej zrozumieć tajniki i możliwości partnerskiego porozumiewania się z nimi we wspólnym fizycznym i intelektualnym wysiłku. I właśnie ten wysiłek zrozumienia i porozumienia w „tańcu” daje mi największą satysfakcję.

Olga Drzymała

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję.

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa

Ponieważ moja blogowa „twórczość” stała się dość obszerna – napisałam około 300 postów na czterech blogach – to stwierdziłam, że moi czytelnicy mają pewnie problem ze znalezieniem postów powiązanych ze sobą tematycznie. Postanowiłam więc pogrupować posty dotyczące zagadnień związanych z pracą z wierzchowcami i zapisać w formie dokumentu pdf. Będę je udostępniać moim patronom i osobom, które chciałyby wesprzeć moją pracę w jakiejś innej formie. Pierwszy dokument dotyczy prowadzenia konia i problemów z tym związanych. Ponieważ jest to „pilot” całej serii, to udostępniam go publicznie na Patronite. Jestem ciekawa czy mój pomysł ma sens i rację bytu. Będę wdzięczna za komentarze i opinie. Zapraszam do lektury.

Poradnik „obsługi” młodego konia – faceci z „małym” wzrostem i dużym ego.

koń_13

Rys. Jarosław Figan

Mój post pt. „Poradnik obsługi” młodego konia dla młodego jeźdźca” rozchodził się po necie, jak świeże pączki i to jeszcze takie domowej roboty. Absolutnie nie mogę powiedzieć, żeby mnie to nie cieszyło. To miło, że dotarł on do tak wielu osób. Zastanawiam się tylko, dlaczego takiego wzięcia nie mają posty z napisania których jestem nieco bardziej dumna. Dumna, że tak ładnie udało mi się obrazowo opisać wiedzę, którą chcę się podzielić. https://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2018/10/kazdy-kon-jest-inny-praca-nad-samo.html . Albo posty „mówiące” o tym, że siłowa presja na pysk konia jest zła w każdej formie, a nie tylko w formie rollkuru. Popularność postu poradnik….” potwierdza tylko teorię, że życie piszenajlepsze scenariusze – a w tym przypadku życie „napisałopost. Ponieważ to co opisałam jest z życia wzięte, czytelnicy przekazywali dalej, często jako przestrogę dla młodych jeźdźców i ich rodziców. Jednak na pewno ci, którzy powinni zobaczyć w tym poście swoje odbicie, nie przeczytali i nie przeczytają tego postu. Albo przeczytają ale w tym „lustrzanym” odbiciu nie rozpoznają siebie. Tak też zapewne będzie i z tym postem – nikt nie zobaczy w nim siebie.

Nie zamierzałam pisać kolejnego postu w takim stylu i tonie, ale życie „namówiłomnie do napisania. Życie namówiło mnie do napisania o kolejnej grupie jeźdźców przekonanych o swojej jeździeckiej wszechwiedzy, nieomylności, niesamowitych jeździeckich zdolnościach i predyspozycjach. O facetach, którzy zaczęli swoją jeździecką przygodę w okresie przypadającym na kryzys wieku średniego. Facetach o „małym” wzroście ale dużym ego. O facetach z dużym samochodem z młodszą od siebie dziunią na siedzeniu pasażera. Dziunią niesamowicie „nafochaną” i zupełnie nierozumiejącą fascynacji tym sportem. O facetach z grubym portfelem i odpornych przy tym na jeździecką wiedzę. Z tego grubego portfela nie wydadzą na ową wiedzę ani złotówki.

Podejrzewam, że tacy faceci nigdy nie jeździliby konno, gdyby nie zaczęli edukacji jeździeckiej u instruktorów o podobnej do ich konstrukcji psychicznej – czyli butnych i pewnych siebie jeźdźców z ogromnym ego. Tylko tego ego nie zbudowali na grubym portfelu ale na wieloletnim zamordystycznym i represyjnym używaniu koni jako sprzętu sportowego.

Wróćmy jednak do tytułowej grupy jeźdźców. Skąd biorą oni przekonanie o swojej wszechwiedzy? Z wyjazdów w tereny, które zaczęli przemierzać zaraz po tym, jak nauczyli się tak kurczowo trzymać wodzy i siodła, że dało im to poczucie swojej stabilności w siodle. Ze skoków przez przeszkody, które zaczęli pokonywać zaraz po tym, jak nauczyli się wisieć na końskim pysku w karykaturalnie przykurczonej postawie ciała, a zadarte kolana wbijać siłowo w siodło, by go nie opuścić przy najmniejszym podskoku wierzchowca. Biorą oni poczucie swojej wszechwiedzy, bo instruktor zaraz po zdobyciu umiejętności samodzielnego wożenia się na końskim grzbiecie, włożył im do rąk czarną wodzę narzędzie perswazji na niepokorne konie. Biorą to poczucie, bo oprócz czarnej wodzy mają do dyspozycji poganiające ostrogi i karcący bat. Biorą to poczucie z wiedzy przekazanej im przez instruktorów – jesteś bardzo zdolnym jeźdźcem, a koń to duże (oprócz kucyków), silne zwierzę i ma cztery nogi, więc poradzi sobie w każdej sytuacji. „No i coś trzeba zrobić z końskim zadem – skrócić? Czy coś takiego”. Biorą również to poczucie z zaliczonej brązowej odznaki jeździeckiej i zaliczonych przejazdach na jakichś lokalnych zawodach skokowych – tak, bo z tego co zauważyłam, w jeździectwie skokowym nie trzeba umieć pracować z koniem, trzeba umieć siedzieć na skaczącym koniu.

I cóż tacy faceci z „małym” wzrostem i dużym ego postanawiają po dwóch, no może trzech miesiącach szkółkowo – sportowego jeżdżenia? Postanawiają kupić konia i to najlepiej młodego. Młodego, bo sami go wyszkolą – czyli wsiądą i będą skakać na nim przez przeszkody. Albo nie, nie jednego – od razu postanawiają kupić dwa albo trzy młode konie. Oczywiście decyzja, jakie to mają być konie jest oczywista – muszą chętnie i odważnie „atakować” przeszkodę. No i być posłuszne.

Wiecie jednak jak to jest z tymi końmi – „wiedza” „wiedzą”, a te konie jakoś nie zawsze zachowują się tak, jakby człowiek sobie tego życzył. Postanawiają więc często tacy faceci zaangażować trenera – dobrego trenera. A dobry trener to taki, który na każdym treningu sam skacze minimum 150 cm, a swojemu uczniowi ustawia minimum 140 cm. Zawsze tacy trenerzy się znajdą i zawsze to ci trenerzy są winni, jak w wieku pięciu, sześciu, no może dziewięciu lat któryś z koni zacznie odmawiać pokonywania przeszkód. No cóż, człowiek uczy się na błędach. Mimo więc tego, że stajnia sportowo – skokowa (tylko w takiej faceci z dużym ego trzymają swoje konie) pełna jest trenerów skaczących 150 cm i ustawiających swoim uczniom 140 cm, facet z dużym ego zaczynie szukać trenera z „wyższej półki”. Taki trener również na każdym treningu skacze 150 cm, a swoim uczniom….itd, tylko taki trener z „wyższej półki” już nie popsuje żadnego konia.

Czasami okoliczności zmuszają faceta z dużym ego do skorzystania z pomocy w trenowaniu koni osoby z jeździecką wiedzą. Wymuszają opłacenie jeźdźca, który próbuje szkolić młodego wierzchowca ujeżdżeniowo. Jednak taki trening nie jest wówczas treningiem, bo koń nie skakał. Czasami nawet okoliczności zmuszają do próby skorzystania z usług kogoś takiego jak ja. Taka współpraca nie ma jednak szans zaistnieć. Taki ktoś jak ja zastaje konia, który nie skończył jeszcze czterech lat, tak bardzo sztywnego i spiętego z prawej strony swojego ciała, że stwarza duże problemy i opór przy namawianiu go do wykręcenia w prawą stronę. Zastaję konia, nadmiernie przeciążonego na przodzie ciała, który to przód staje się przesadnie rozrośnięty i wygląda karykaturalnie przy zadzie nieumięśnionym i tak drobnym, że na myśl przychodzi porównanie do orzeszka laskowego. Zastaję konia, który chodził zapewne z zadartą głowa i szyją, w związku z tym ktoś już bardzo skutecznie ściągnął je na siłę w dół i teraz koń chodzi z brodą skierowaną w stronę swojej klatki piersiowej. Zastaję konia, który powinien pracować jeszcze bez obciążenia grzbietu, a tu już uwieszonego całym ciałem na prawej wodzy tak mocno, że to ciało wygięte jest jak banan w lewą stronę, nawet podczas pokonywania łuku w prawo. Ale faceta z dużym ego nie interesuje informacja, że ten koń to dziecko, które musi wypracować kondycję i mięśnie zanim będzie dźwigało ciężary. Że ten koń przy kontynuacji takiego jeżdżenia jak do tej pory, będzie wrakiem zwierzęcia w wieku lat siedmiu. Nie interesuje go informacja, że za chwilę ten koń zacznie wyłamywać przed przeszkodą przy najeździe z lewego łuku. Nie interesuje faceta to wszystko, bo ja się nie znam, bo te konie są młode, spokojne i chętnie „atakują” przeszkody – i to wystarczy. A ten koński zad, którego „trzeba skrócić, czy coś tam zrobić”, to można wytrenować na przeszkodach.

Zastaję też drugiego konia. Ten nie skończył lat pięciu i z obawy o swój pysk, chodzi w postawie wycofanej. Koń bez energii i chęci do ruchu. Na każdy sygnał zachęcający go do samo – niesienia i bardziej energicznego ruchu, odpowiada nerwowym rzucaniem głowy, machaniem szyi i przedziwnym, nerwowym podskakiwaniem na przednich nogach. Na to wszystko jednak facet z dużym ego ma już receptę – czarną wodzę.

Szukanie trenera „z wyższej półki” jest więc dla faceta z dużym ego poważnym wyzwaniem. Jednak póki go nie znajdzie, zawsze może liczyć na pomoc w „skakaniu na koniach”, stajennych „maskotek” – „Martynek”. Taka „Martynka” znajdzie się w prawie każdej stajni. To młoda amazonka, która jest przekonana, że już wszystko wie o koniach i jeździectwie. Dlatego facet z dużym ego wybrał właśnie ją jako amazonkę dla swoich młodych koni. „Martynka” ma wszystko co potrzebne amazonce, włącznie z jeździeckim talentem – tylko los nie obdarzył jej rodzicami chętnymi do podarowania jej konia. A także swoich usług w sprzątaniu po tym koniu i po bardzo zajętej głaskaniem zwierzęcia swojej córce. Taka „Martynka” wkurza wszystkich wcielając się, gdy trzeba, w zastępcę trenera albo w „dobrą duszę” gotowa przyjść w każdej chwili z „dobrą radą”. Wiele osób, przez taką „Martynkę”, odchodzi do innych stajni, a mimo to z jakiegoś powodu „Martynka” jest hołubiona przez właścicieli stajni. Może z takiego powodu, że „Martynka” zrobi wszystko, żeby tylko móc wsiąść na każdego możliwego konia.

Olga Drzymała

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję.

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa

Ponieważ moja blogowa „twórczość” stała się dość obszerna – napisałam około 300 postów na czterech blogach – to stwierdziłam, że moi czytelnicy mają pewnie problem ze znalezieniem postów powiązanych ze sobą tematycznie. Postanowiłam więc pogrupować posty dotyczące zagadnień związanych z pracą z wierzchowcami i zapisać w formie dokumentu pdf. Będę je udostępniać moim patronom i osobom, które chciałyby wesprzeć moją pracę w jakiejś innej formie. Pierwszy dokument dotyczy prowadzenia konia i problemów z tym związanych. Ponieważ jest to „pilot” całej serii, to udostępniam go publicznie na Patronite. Jestem ciekawa czy mój pomysł ma sens i rację bytu. Będę wdzięczna za komentarze i opinie. Zapraszam do lektury.

Rollkur

koń_17

Rys. Jarosław Figan

Ci jeźdźcy, którzy mają za sobą większy staż jeździecki, wiedzą, że koń powinien pracować pod jeźdźcem z opuszczoną głową i szyją. Ci jeźdźcy, którzy zaczynają przygodę jeździecką, na pewno niebawem dowiedzą się o tym. Opuszczona głowa i szyja konia to w powszechnym mniemaniu wyznacznik prawidłowej pracy wierzchowca. Opuszczona przez konia szyja ma pomagać zwierzęciu w budowaniu silnych mięśni grzbietu. Większość jeźdźców traktuje informacje o układzie ciała konia bardzo wybiórczo – przyswajają oni informacje o opuszczonej szyi, jednak skrupulatnie omijają i lekceważą wiedzę o tym, że głowę i szyję koń powinien opuszczać swobodnie. Im lepszym jeźdźcem i instruktorem się ktoś czuje, tym więcej siły wkłada w proces obniżania szyi konia i w szybszym czasie chce osiągnąć rezultat.

Głowa i szyja wierzchowca nie powinny być poddawane siłowej presji. Siłowej presji z użyciem rąk jeźdźca, jakiegokolwiek wędzidła, wodzy, wszelkiego rodzaju wypinaczy, ogłowi wszelakiego rodzaju, dodatkowych wodzy. To efektywna praca zadem pozwala koniom prężyć grzbiet i w efekcie swobodnie opuszczać szyję. Prawie nikt jednak nie wie, jak tak zaangażować koński zad. Za to siłowo ciągnąć pysk wierzchowca w dół, prędzej czy później każdy się może nauczyć. To wydaje się zresztą dużo łatwiejsze do przyswojenia, niż wiedza na temat motoryki zadniej części zwierzęcia.

Z tych też powodów można znaleźć w internecie mnóstwo pytań i odpowiedzi różnych amatorów podróżowania na końskim grzbiecie, na temat wielokrążków, phelam’ów i innych patentów wzmacniających siłę ludzkich rąk, używaną do wymuszenia na wierzchowcu zejścia z głową w dół. Internet jest także pełen informacji i edukacyjnych filmików, które obrazują rozmiar cierpienia i skutków ubocznych siłowego działania na koński pysk, głowę i szyję. Są to jednak filmy i artykuły dla inteligentnych i chłonnych wiedzy jeźdźców. Jeźdźców, którzy bardziej kochają konie niż jazdę konną. Jeźdźców, którzy kochają, szanują te zwierzęta i chcą je zrozumieć. Jeźdźców, którzy chcą przekazywać podopiecznemu prośby i polecenia w sposób, który pozwoli koniowi zrozumieć opiekuna. https://www.youtube.com/watch?v=YRyEUuPWP7s

Skrajną wersją ściągnięcia głowy konia w dół jest tzw rollkur, który jest powszechnie potępiany. W 2010 r został potępiony oficjalnie przez FEI na konferencji w Lozannie. Można przeczytać o tym w Wikipedii.”2010: Konferencja w Lozannie – 9 lutego 2010 roku FEI wydała oświadczenie prasowe, podsumowujące konferencję przy okrągłym stole w Lozannie. Brzmi ono jak następuje:

Po debacie prowadzonej w konstruktywnej atmosferze podczas konferencji przy okrągłym stole, która odbyła się w dniu dzisiejszym (9 lutego) w siedzibie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Lozannie, grupa uzgodniła, że nieakceptowana jest żadna pozycja głowy i szyi konia uzyskana agresywnie i siłowo. Grupa zmieniła definicję hiperfleksji/ rollkuru na następującą: wygięcie szyi konia uzyskane z wykorzystaniem agresywnej siły – i w związku z tym nie do przyjęcia. Technika znana jako LDR (Low, Deep and Round – nisko, głęboko i w zaokrągleniu), dzięki której uzyskuje się zgięcie bez zastosowania nadmiernej siły, jest dopuszczalna.

Grupa jednogłośnie stwierdziła, że każda postać agresji w jeździectwie musi spotkać się z konsekwencjami. FEI utworzy grupę roboczą, na której czele stał będzie Frank Kemperman, Przewodniczący Komitetu ds. Ujeżdżenia. Grupa ta ma rozszerzyć aktualne wytyczne dla stewardów, co ma ułatwić wprowadzenie niniejszej polityki w życie. Uczestnicy spotkania ustalili, że aktualne przepisy FEI nie ulegną zmianie.

Uczestnicy spotkania pokreślili również, że największy ciężar odpowiedzialności za dobrostan konia spoczywa w rękach jeźdźca. Przewodnicząca FEI, księżniczka Haya, przyjęła petycję przeciw rollkurowi, podpisaną przez 41000 sygnatariuszy, a przedstawioną przez dr. Gerda Heuschmanna. „

Na Messenger, w niewielkim gronie amazonek prowadzimy jeździeckie rozmowy. Jakieś czas temu pojawił się właśnie temat siłowego ganaszowanie koni i rollkuru. Rozmowa zaczęła się po wstawieniu przez Klaudię zdjęć opublikowanych przez pewną opiekunkę dwóch niewielkich kucyków. Zdjęcia zostały wykonane podczas „pracy” koników na lonży. Zwierzęta były na tyle mocno „powiązane” jakimiś patentami, że ich brody dotykały klatki piersiowej. Po fali krytyki pod tymi zdjęciami i postem, ich autorka usunęła post. Nasza dyskusja jednak trwała.

Paulina. To boli od samego patrzenia 😦 Pierwsze zdjęcie jest tragiczne ale drugie to już woła o pomstę do nieba. A ta dziewczynka powinna zastać zgłoszona służbom zajmującym się zwierzętami (mam nadzieję że mamy coś tego typu w Polsce funkcjonującego poprawnie). Powinna dostać mandat za znęcanie się nad zwierzętami, za świadome (bądź nieświadomie) krzywdzenie ich i zostać zmuszona do zrobienia jakiś kursów dotyczących lonżowania koni. Byłam dziś w stajni, o której Wam opowiadałam, że jest taka super i widziałam kucyka, który był pionierem pokazów (tych prowadzonych w ręku dzieci). Kupiony kiedyś, przez kogoś za miliony monet, dziś oddany do tej stajni za darmo. Musiał być mocno rolowany,bo cała górna część szyi jest w dotyku kamieniem – nie żartuję, do tego ma kissing spine syndrome (stykanie się wyrostków kręgosłupa). Ludzka głupota nie ma granic.. i tylko koni żal.

Ja. Paulina nie ma służb w Polsce i nie wiem czy są w innych krajach, które reagują na złą pracę z końmi. Nawet na taką, która podpada pod znęcanie. Gdyby koń był bity, głodzony, nie leczony, bez opieki kowalskiej – to tak, to służby są i zadziałają. Bardzo często rozmyślam na ten temat – rozmyślam o tym, że bardzo trudno udowodnić, że zła pracą krzywdzi się zwierzę. Tym bardziej, że odsetek ludzi tak pracujących z końmi jest ogromny – czyli jest to w jakimś sensie norma.

Marzena. https://www.horseandhound.co.uk/features/dressage-horse-bonfire-anky-van-grunsven-515683 Znalazłam to video na chybił trafił, Anky van Grunsvens nie muszę nikomu przedstawiać. To mistrzyni w dresażu. Jak na mój gust jej koń w ogóle nie pracuje tylnymi nogami. Ale ja jestem amatorem. Nie znam się być może. Ćwiczę obserwowanie ruchu koni oglądając tylko najlepszych. Jednak nie zawsze trzeba brać z nich przykład.

Ja. Masz rację Marzena. Jest mało ekspresji i zaangażowania w pracy zadu tego konia. Zobaczcie ten przejazd dla porównania. https://www.youtube.com/watch?v=dJ0fSK7FvuI Jestem ciekawa jakie różnice w pracy tych dwóch koni i jeźdźców zauważycie?

Marzena. Muzyka w tym przejeździe…aż ciary mnie przeszły. Tutaj widać, że koń „tańczy”.

Ja. Duża część oprawy muzycznej, to muzyka filmowa. Fragment jest z „Ostatni Mohikanin”. Ale nie tylko koń tańczy. Jeździec tańczy z nim, podążając za ruchem wierzchowca. Anky pcha ciałem konia do tańca. Szczególnie widać to przy chodach dodanych i lotnych zmianach. I układ szyi koni inny. Koń z mojego filmu ma więcej miejsca pod ganaszami. Ten Anky taki zduszony. Nie wiem jak to powiedzieć. Pierwszy koń ma pod ganaszami odwróconą literkę v, drugi – z mojego filmu ma odwróconą literkę u. Zresztą wszyscy wiedzą, że Anky stosowała rollkur. Taka szyja, to szyja ściągnięta na siłę.

Alina. Wielka różnica pomiędzy parami, ale pchania i podążania ciałem jeszcze nie zauważyłam. Natomiast mnie niepokoi kiwanie głową w lewo-prawo u konia z pierwszego filmiku i zbyt częste machanie ogonem. Takie zachowanie zauważam tylko u koni „sportowo” dresażowych. Jakie są przyczyny?

Klaudia. Mało zebrania w zebraniu, wklęsły kręgosłup powoduje sztywne ruchy szyi, tak mi się wydaje. Koń rozluźniony niesie ogon spokojnie.

Ja. Alina to sztywność, ból i nerwowość. Klaudia masz rację.

Alina. Właśnie. I nie rozumiem, dlaczego taki sposób jazdy istnieje. To gwałt, wszyscy to widzą, ale większość nie zmienia metod pracy z koniem.

Marzena. Koń musi podkładać tylne pod kłodę, nie może być przeganaszowany ani usztywniony. Słyszymy, wiemy, że tak powinno być, dążymy do ideału z różnym skutkiem (raz lepiej, raz gorzej), analizujemy swoje przejazdy, przejazdy kolegów. Uczymy się patrzeć na ruch konia i wychwytywać lepsze i gorsze momenty. I tu nagle występuje mistrz nad mistrzami, bóg dresażu i….oczom nie wierzę. Dla laika – pięknie to wszystko wygląda. A ja szukam tego wszystkiego co mi nawkładano do głowy. I widzę tylko wypastowane na wysoki połysk buty, które przygaszają swoim blaskiem cały przejazd.

Klaudia. https://www.facebook.com/clipmyhorse/videos/346116549122772/UzpfSTExNzE5NjM4OTYxODk3MzY6MjE3Njc0MjYyNTcxMTg1Mw/ Z jednym komentarzem się muszę zgodzić, nie da się odmówić fenomenalnego ruchu, ale mnie widok cztero – latków jeżdżonych na tak wysokiej i ciasnej szyi przygnębia.”

Ja. Nie wiem co to za filmik i kto jest jeźdźcem ale to jest znowu zrolowany koń. Szyja niesiona mechanicznie na pamięć. Przeczytajcie  artykuł:  http://equimechana.blogspot.com/2011/08/rollkur-czyli-zmuszanie-konia-do-tanca.html. Widać u tego konia nadmierną akcja przednich kończyn. Jeździec – dosiad fotelowy. Koń z dużymi predyspozycjami ale zmarnowanymi. Masz rację Klaudia. Dzieciak na tak ciasnej i zrolowanej szyi to przygnębiający widok. Ale, ja pójdę dalej….- to powinno być karalne. A zauważyłyście to nerwowe rzucanie ogonem…..to nie tylko z nerwów, to z bólu.

W Wikipedii jest cała historia tego jak zmieniał się stosunek FEI do rollkuru. Jest tam taka informacja: „w 2008 roku afera wokół kuca Power and Paint [potrzebny przypis] skłoniła tę organizację do wydania poszerzonego oświadczenia, w którym dystansowała się ona od rollkuru:

Nie są znane kliniczne efekty uboczne wynikające z zastosowania hiperfleksji, jednak dobrobyt konia jest poważnie naruszony, jeśli technikę tę stosuje się nieprawidłowo. FEI potępia stosowanie hiperfleksji w całym sporcie jeździeckim jako przykład psychicznego znęcania się nad koniem. FEI oświadcza, że nie popiera tej praktyki.”” Nie mogę nigdzie znaleźć informacji co to za afera z tym kucem. Któraś z Was wie może coś na ten temat? To ciekawe, że coś co przydarzyło się jednemu kucykowi skłania FEI do zdystansowania się od rollkuru. W poście o rollkurze autorka też o tym kucyku wspomina ale pod linkiem strona jest usunięta.

Klaudia. Już chyba wiem o co chodzi, pojawia się tu Anky, która ostatnio oglądałyśmy: Na nieszczęście główną propagatorką tej techniki jest gwiazda czworoboku – Anky van Grunsven (holenderska dresażystka i mistrzyni olimpijska) wraz z Sjefem Janssenem, jej mężem i trenerem. Występy Anky są bardzo wysoko oceniane przez międzynarodowych sędziów, co tylko pogłębia problem, ponieważ daje do ręki jej fanom i naśladowcom argument, że rollkur to droga do osiągnięcia sukcesu. Ponadto Anky i Sjef utrzymują, że na stosowaniu rollkuru zyskuje sam koń, ponieważ jest rozluźniony, zrelaksowany i może naprawdę pokazać swoje możliwości, a ponadto odczuwać przyjemność ze współpracy z jeźdźcem! Skoro artykuł o kucu został usunięty z euro dressageto musiała być na to nagonka. http://www.eurodressage.com/2007/10/02/heavy-reactions-rollkur-photos-power-and-paint dokopałam się tego czyli nagonka była na zdjęcie http://www.eurodressage.com/2007/09/30/whats-happening-september-2007 tu już chyba konkretniej.

Paulina. Zaraz przekopie angielskie strony bo mnie zaciekawiła historia tego kuca. O rollkurze nawet nie chce rozmawiać. Jeśli twierdzą że to w porządku to niech sobie też tak unieruchomią głowy i jeżdżą z brodą w mostku.

Ja. Paulina od 2010 rollkur jest zakazany przez FEI ale kto sprawdzi co się dzieje w krytych ujeżdżalniach? Mało tego. Oficjalnie, nieakceptowana jest żadna pozycja szyi i głowy konia uzyskana agresywnie i siłowo.

Paulina. Całe szczęście że oficjalnie jest zakazany ale też praca na wszystkich możliwych patentach wymuszających ustawienie głowy jest dla mnie tym samym przestępstwem co rollkur nawet jeśli nie ma tej samej brutalności zgięcia szyi.

Ja. No właśnie i według FEI też. Ale jakbym powiedziała to instruktorom z naszej stajni to…..właśnie nie wiem…..czy stwierdziliby, że inaczej się nie da, czy kazaliby się odp…….

Paulina. Dokładnie… ale cóż skoro już w szkółkach konie chodzące całkiem bez zaangażowania zadu mają wypinacze i trzymają głowę nisko, wyglądają więc „profesjonalnie”. Jak to wszystko powstrzymać? To prawie tak jak ze zdjęciami w czasopismach.. wszystkie sugerują jak powinna wyglądać idealna kobieta i biedne kobiety głodzą się by tylko przypominać to co tam zobaczyły. A jeźdźcy robią wszystko by ich konie wyglądały tak, jak te z mistrzostw, te sławne mimo że obydwie drogi mijają się znacząco z głównym celem i prawdziwą drogą do sukcesu.

Ja. Ale nikomu … często nawet właśnie instruktorom i trenerom nie chce się zrozumieć o co chodzi z tą opuszczoną głową i szyją konia. Nie chce się, bo to trzeba myśleć, przestawić się na inną pracę i będzie trudniej i dłużej itd. Chyba zrobię z naszej rozmowy post na elementarz.

Paulina. Pisz pisz pisz! Ja poprę rękami i nogami. Popełniłam w mojej jeździeckiej przygodzie wiele błędów, wiele z winy pierwszych instruktorów i zbyt wczesnego samokształcenia ale nigdy nie przyszło mi do głowy ustawić głowę konia na siłę. Wędzidło w pysku konia od zawsze budzi we mnie wielka odpowiedzialność. Przez to że w jedną sekundę możemy zadać niewyobrażalny ból.. a co jeszcze gorsze.. możemy go zadawać przez głupotę tak długo, że koń do niego przywyknie!

Ok znalazłam coś ciekawego na temat kuca Power and paint 🙂 więc mówimy o tych zdjęciach, które obiegły Internet i wywołały fale oburzenia (te 4 naokoło )

http://www.writingofriding.com/wp-content/uploads/2009/09/1155058044_small.jpg

Ja. Masakra. Biedny koń. Masz coś więcej?

Paulina. Zrobił je szwedzki fotograf, a trenerka po pierwszej fali krytyki wysłała list w którym pisze, że zdjęcia zrobione są podczas pierwszych minut treningu i młoda amazonka popełniła błąd z dopasowaniem pomocy i koń nie chodził w takiej pozycji dłużej niż pól minuty, gdyż od razu skorygowały to tak, by miał głowę ustawiona normalnie. Powtarza w tym liście wiele razy ze to co widać na zdjęciach jest bezsprzecznie nieprawidłową pracą z koniem, i zaprasza wszystkich chętnych na zwykłe codzienne treningi, które są zawsze otwarte i można poobserwować i samemu ocenić prawdziwy wygląd pracy trenera i jeźdźca z koniem. Mówi, że fotograf uchwycił te pierwsze kroki ale nie zrobił zdjęć już później – po poprawieniu wspinaczy. Sama nie wiem, jak myślicie? Bujda, żeby nie było „smrodku” w prestiżowej stajni czy faktycznie złośliwość reporterska? I przy okazji (kuc jest z Holandii więc mówimy o Holenderskiej Federacji jeździeckiej), gdy dowiedzieli się o tej sytuacji sprzeciwili się głośno, rozpoczęli postępowanie w sprawie takiego traktowania konia, ale co więcej! przyznali że są świadomi tego, że to nie jest jeden wyjątkowy przypadek tylko wierzchołek góry lodowej i wiedzą że bardzo wiele innych koni na pewno jest podobnie traktowanych. Nie piszą co prawda co z tym zrobią i jak będą przeciwdziałać ale sam fakt, że do tego się przyznają jest dla mnie dużym plusem.

Ja. W tym, co znalazła Klaudia jest napisane, że fotograf twierdzi, że kucyk pracował tak 15 minut. Było dochodzenie. Myślę, że coś było na rzeczy, bo jednak aż FEI odniosło się do sytuacji z kucem i wydało oficjalne oświadczenie i zmieniło stosunek do rollkuru. Przedtem nie widzieli w tym nic złego.

Paulina. Oh tak zapiałam dodać, w tym artykule również jest, że fotograf twierdzi, że było tak przez 15 minut.. tylko wychodzi, że mamy słowo przeciw słowu.. i dlatego nie wiem co o tym myśleć. FEI musiało odnieść się z powodu rozgłosu jaki te zdjęcia zyskały. Zrobiło się zbyt głośno i gdyby nic nie zrobili zostaliby wmieszani w krytykę.

Ja. Dochodzenie musiało potwierdzić słowa fotografa, bo inaczej nie byłoby sprawy. Tak myślę.

Paulina. Ja jak widzę te zdjęcie to nie mogę uwierzyć, że ktokolwiek mógłby się aż tak „pomylić” z długością wypinaczy, no może ktoś kto widzi konia i wspinacze pierwszy raz w życiu.. ale wieloletni jeździec i trener? HYYYMMMMM

Ja. Też sadzę, że tłumaczenie sytuacji błędem uczennicy, gdy na zdjęciach jest obok dorosła osoba, to jednak ściema.

Posty do moich blogów piszę przy wsparciu patronów. Trochę więcej piszę o tym tutaj. Gdyby ktoś miał ochotę dołączyć do grona patronów i mnie wesprzeć to zapraszam i dziękuję. Olga Drzymała

https://patronite.pl/profil/1045/olga-drzymaa